#6 Islandia - Fiordy zachodnie

12:40

Fiordy zachodnie to zdecydowanie najdzikszy region Islandii. Nie chodzi mi tu oczywiście o jakieś bestie czy coś, ale o to, że przyroda jest nietknięta, dziewicza. Mieszka tu mało ludzi, bo około 7000 (według wikipedii na każdego człowieka przypada 0.74 km²); a gdy przemierza się po kolei wszystkie fiordy, to nawet owiec już tak dużo nie ma. A to już coś znaczy! Mój mąż strasznie się męczył jadąc przez ten region. Bo ciągle to samo - zakręt w lewo, prosta, zakręt w prawo, prosta, zakręt w lewo... I tak przez 1000 km ;) 



Fiordy to dla mnie głównie piękne widoki - gdy nam się coś podobało, to po prostu robiliśmy postój. Mieliśmy jednak kilka wcześniej ustalonych miejsc, które udało nam się również odwiedzić. Zapraszam na przejażdżkę po fiordach zachodnich :)










Dynjandi


Wodospadzik bardzo ładny, nie powiem, że nie... Niestety nie mieliśmy okazji bliżej się z nim zapoznać. A to wszystko z powodu nie sprzyjających warunków atmosferycznych. Padało tak, że każdy robił zdjęcie z auta i jechał dalej. Szkoda, bo naprawdę Dynjandi robi wrażenie! Mi osobiście kojarzy się z anielskim włosem na choince :) 





Statek Garðar

Kolejny złomek na naszej trasie (dla niewtajemniczonych - pierwszy był wrak samolotu DC-3). Tu było o tyle łatwiej, że wrak statku stoi sobie jak gdyby nigdy nic na końcu fiordu :) Historia jest taka, że Garðar to najstarszy stalowy statek na Islandii. Został zbudowany w 1912 roku w Norwegii. W latach 80-tych twierdzono, że jego stan nie pozwala na dalsze pływanie. Dalej już wiecie - stoi i rdzewieje. 





Látrabjarg


To urwisko to najdalej wysunięty na zachód punkt Islandii. Dla mnie - to kres Europy. Żadne tam portugalskie Cabo da Roca! Na klifach ciągnących się przez 14 km swoje siedliska mają różne ptaki - między innymi wspominane już wcześniej maskonury (czy jak wolę, puffiny :)). Warto było się tam wybrać dla widoków, ale niestety puffinów nie spotkaliśmy. Czasem zdarza się że ptaki chodzą sobie wokół ludzi jak gdyby nigdy nic, ale nam się nie poszczęściło... Mój ukochany mąż twierdzi, że widział jednego czy dwa w locie, ale szczerze - to mu nie wierzę. 






Rauðisandur


Podczas naszego wyjazdu widzieliśmy wiele plaż - wszak objeżdżaliśmy wyspę. Jednak ta jest wyjątkowa. To czerwona plaża! No... prawie. Podobno kolor piasku zależy od kąta padania światła. My pewnie jak zwykle nie mieliśmy szczęścia i kąt był zły, bo plaża była raczej rdzawa niż czerwona, ale nie marudzę :) Podobno piach przybiera kolory od białego do czarnego, więc rdzawy też zły nie jest! 





Na dziś to wszystko. Za tydzień pojawi się ostatni wpis z islandzkiej serii. Będzie o Reykjaviku, 42 stolicy którą odwiedziłam :) 

Zobacz też

0 komentarze