#5 Islandia - region Krafla

10:45


Dziś o mojej ulubionej części Islandii. To prawda - jest dość turystyczna. Tak - wszędzie jest pełno ludzi. Ale kurde, będąc tam, czułam się jakbym była na Marsie. Gdy jechaliśmy na kemping zobaczyliśmy pierwszy zachód słońca na wyspie. To była piękna niespodzianka od natury, która pięknie wprowadziła nas w najbardziej wulkaniczny region Islandii - Krafla.  



Selfoss i Dettifoss


Ale zanim ruszymy na Marsa... Oczywiście wodospady! Bo jak już pewnie wspominałam - na Islandii dzień bez wodospadu dniem straconym. Oba wodospady są oddalone od regionu Krafla o zaledwie 50 km, więc odwiedzając to miejsce warto zahaczyć o wodospady. Dlatego o nich mówię :)
Selfoss (zdjęcie 1) to właściwie zespół wodospadów. Według mnie jest ładniejszy niż drugi wodospad - Dettifoss. Lecz jest traktowany chyba trochę gorzej, bo po prostu jest mniejszy! Jemu przynajmniej mogłam zrobić zdjęcie... Dettifoss się nie dał.


A Dettifoss nie dał się sfotografować, bo za bardzo dawał wodą po obiektywie. Woda, która opada z wielkim hukiem tworzy taką "mgiełkę" i każdy najmniejszy element ubioru, ciała jest mokry. Nawet z daleka to coś docierało do nas moczyło wszystko co się da. Gdzieś czytałam, że energia z tego wodospadu mogłaby zasilić w prąd miasto ze 100 tys. mieszkańców! Aż dziwne, że nie wybudowali tam elektrowni ;)




Viti


Teraz już przechodzę do tematu. Co więcej - z wielką ulgą oświadczam, że dziś już wodospadów nie zobaczycie! Pierwszym miejscem na naszej trasie był  krater wulkanu wypełniony piękną, lazurową wodą. Ciekawe, że słowo viti w języku islandzkim oznacza piekło. Islandczycy wierzyli, że pod wulkanami znajdują się wrota piekieł. Być może tak było, ale teraz Viti wygląda raczej niebiańsko, a nie piekielnie. Dookoła krateru o średnicy 300 metrów można sobie zrobić spacer. Nawet próbowaliśmy... Niestety przed naszym przyjazdem dość dużo padało, więc ścieżka zmieniła się w wielką błotną kałużę. Gdy się szło, zapadało się w niej. Po jakichś 50 metrach zrobiliśmy w tył zwrot... Co gorsza - błotko okazało się bardzo trudne do zmycia. Na swoich butach nadal mam jego ślady!




Leirhnjúkur


Każda nazwa w języku islandzkim coś oznacza - tym razem to błotne wzgórze. No cóż... Trochę tak jest, a trochę nie. Rzeczywiście początkowo pokazują się jakieś błotniste kałuże, ale to nie one są punktem głównym tego miejsca. Nazwa w języku polskim może być myląca - bo jest to po prostu wulkan! Ostatnia jego erupcja miała miejsce w 1975 roku i trwała 9 lat. Najfajniejsze, co czekało nas tam - to spacer po polu lawowym wulkanu. Co prawda czasem nie było wiadomo gdzie iść, ale myślę, że zgubić się jest tam ciężko ;). Ze szpar w ziemi ulatują gazy i para wodna, panuje dość mroczny klimat. Dreszczyku emocji dodaje fakt, że wulkan wciąż jest aktywny. 






Hverir


Wspominałam o tłumaczeniach - z kolei ta nazwa oznacza gorące źródło. I też nijak ma się do tego, co to jest. Ja bym to przetłumaczyła raczej jako "bulgoczące błotko". I każdy wiedziałby o co chodzi! Fachowo jest to obszar wulkaniczny z solfatarami, fumarolami i gorącymi źródłami. Jednak dla mnie to zawsze pozostanie... bulgoczącym błotkiem.





Grjotagja


Grjotagja to grota, która jeszcze w latach 70-tych była bardzo popularnym kąpieliskiem. Jak widać na zdjęciu - mieszczącym się w grocie. Wyobrażam sobie, że musiało być bardzo miło taplać się w cieplutkiej wodzie, gdy na głowę nie padał deszcz. Niestety w 1975 roku po wybuchu wulkanu temperatura podniosła się do ponad 50 ℃ i kąpiel w tym miejscu została zakazana. Dziś, mimo niższej temperatury wody, kąpiel nadal jest zakazana. 



Hverfjall


Kolejne miejsce to wygasły wulkan, który ostatni raz wybuchł około 2500 lat temu. Zawsze się zastanawiam, skąd wiadomo takie rzeczy? Nie, że coś tu podważam, ale zwyczajnie mnie to ciekawi. Nauka jest niesamowita :) Na krater można się wspiąć. A że jest to raczej pagórek niż jakaś góra, nie jest to zbyt męczące. 




Dimmuborgir


Z islandzkiego - mroczne zamki. Mój mąż uświadomił mnie, że jest zespół o takiej nazwie. Zdecydowanie nie mój typ, ale nazwa pasuje do muzyki jaki wykonują ;) Dimmuborgir to pole lawowe, które powstało w skutek erupcji wspomnianego wyżej wulkanu, Hverfjall. Lawa popłynęła dolinami i dotarła do oceanu. Przeszkoda terenowa spowodowała utworzenie się jeziora lawowego, którego część zdążyła zastygnąć, zanim lawa odpłynęła. Pozostałości zastygłej powłoki utworzyły unikalne formacje skalne. Niestety zdjęcia nam stamtąd wyszły średnio, więc serwuję Wam tylko jedno :)





Moi mili! To już wszystko na dziś. Mam nadzieję, że Wam również podobał się region Krafla i będąc na Islandii go odwiedzicie. Serio, to mój numer jeden :)


Zobacz też

1 komentarze

  1. Miejsce, które marzy już mi się od dawna. Im dalej zapuszczam się w podróżowaniu po Europie, tym bardziej czuję, że to marzenie się zbliża... i o to chodzi :)
    Zdjęcia idealnie oddają to, czego od tej wyspy oczekuję - Rewelacja!

    OdpowiedzUsuń