#7 Viñales

11:00

13-17.07.2018 Viñales, Kuba

Vinales


Viñales


Viñales to mała miejscowość w północnej części Kuby. Jest znana jako największy i najważniejszy region w przemyśle tytoniowym. Ważne jest to, że wszytko jest uprawiane tak, jak kiedyś - bez użycia maszyn, pestycydów i innych chemicznych substancji. Samo Viñales nie ma jednak zbyt wiele do zaproponowania - jest to długa, ciągnąca się przez całe miasto ulica, wraz z bocznymi uliczkami. Na ulicy Salvador Cisneros są wszystkie usługi, przystanki autobusowe, sklepy, hotele. Główny plac da się znaleźć bez problemu - to jedyne miejsce, w którym działa internet, oraz można znaleźć tam Iglezia de Sagrado Corazón de Jesú (widoczny na zdjęciu). Być może to głupio zabrzmi, ale zdjęcie pod spodem to jedyna fotografia z samego Viñales... Tam serio nic nie ma ;). 


Jeśli będziecie tam w weekend, koniecznie należy się wybrać na "święto ulicy"- główna droga zostaje zamknięta dla ruchu samochodowego, wszystkie knajpy wystawiają swoje stoliki na zewnątrz i jest impreza! Od restauracji do restauracji chodzą kapele, jest fajna, luźna atmosfera, a przy okazji można spotkać kogoś znajomego! Nam wśród tłumu udało się wyszukać Szwajcara, który jechał z nami wcześniej taxi collectivo :). 

Kolejną fajną opcją na wieczór jest Casa de la Musica tuż przy wspomnianym już kościele - dopiero tam dowiecie się, co znaczy impreza po kubańsku. Na scenie występują kapele na żywo, wszyscy tańczą salsę, pot leje się strumieniami. Dodatkowo można trafić na pokazy szkół salsy, ale według mnie jest to nie potrzebne. Najbardziej lubiłam patrzeć jak tańczą zwykli Kubańczycy, którzy salsę mają we krwi! Może te umiejętności są wprost proporcjonalne do ilości wypitego rumu? ;)




Cuevo Santo Tomas


Pierwszy dzień w Viñales minął nam bardzo aktywnie. Jako, że przypadkiem spotkaliśmy Nadine, którą poznaliśmy w Trinidadzie, postanowiliśmy znów wybrać się na wspólny wypad - tym razem do największej jaskini na Kubie - Cueva de Santo Tomás. Aby się tam dostać, najłatwiej wybrać taxi collectivo. Wejście kosztuje 10 CUC. Wejścia odbywają się grupowo, co godzinę. Warto zaopatrzyć się w wygodny strój i buty, bo w środku jest ślisko i nieraz myślałam, że zginę ;). Klapki oraz mini spódniczki niemile widziane. Kaski z latarkami dostaje się przy wejściu, warto jednak sprawdzić, czy latarka działa jeszcze przed ruszeniem do jaskini, bo później to już będzie za późno. Ja byłam chyba zbyt zaaferowana wszystkim - nie sprawdziłam tego i potem musiałam doświecać sobie drogę iPhonem ;). Nie polecam! Muszę jednak przyznać, że jaskinia jest niesamowita. Tak jak wspominałam, jest największa na Kubie, ma aż 47 km długości. Podczas godzinnego wejścia widzi się tylko jej małą część - pozostała jest otwarta tylko dla bardzo zaawansowanych... grotołazów? Podczas krótkiego eksplorowania jaskini będzie można zobaczyć ciekawe nacieki jaskiniowe, i różne inne rzeczy, ale co oczywiście najbardziej zapamiętałam z całego wyjścia? Kupę nietoperza... w totalnej ciemności to właśnie na niej zaczynają rosnąć mini roślinki :). 



Największa jaskinia na Kubie

Ekologiczne plantacje  


Popołudniu, jak już trochę odpoczęliśmy, postanowiliśmy się dobić i pójść na spacer. Większość osób wybiera się na taką trasę na koniach, my jednak zdecydowaliśmy, co następuje: że nie będziemy męczyć i tak już zmęczonych koników; że nie będziemy męczyć Piotrka, który nienawidzi jeździć na konikach (długo by opowiadać ;)). Okazało się, że taka trasa wcale nie jest jakoś wybitnie męcząca dla człowieka, i że spokojnie da się ją pokonać na własną rękę. Viñales jest regionem wpisanym na listę UNESCO - dzięki ekologicznym plantacjom tytoniu. Można tam również znaleźć inne, mniejsze miesjca, które nazwałabym farmami. Zatrzymaliśmy się w jednej z nich - El Paraiso. Można tam zjeść, napić się czegoś oraz po prostu odpocząć. Tam też wskazali nam drogę do kolejnego punktu naszego spaceru, czyli platformy widokowej w środku lasu. 




Cały spacer był niesamowicie przyjemny - z pięknymi widokami, naturą, BEZ ludzi. Postanowiliśmy więc wrócić do casy na około - przez Valle del Silencio. Po drodze spotkaliśmy konie, śmieszne kurczaki oraz Pana sprzedającego cygara. Pośrodku niczego...







Viñales Bus Tour


Ostatni dzień również był bardzo owocny, chociaż po fakcie zgodnie stwierdziliśmy, że teraz rozegralibyśmy go trochę inaczej. W Viñales jest autobus hop-on hop-off, który zabiera turystów do okolicznych atrakcji, a które mieszczą się poza miastem. Można też w nim dostać się do pobliskich ekskluzywnych hoteli. Bus kosztuje 5 CUC za osobę, więc cena jest kusząca. Jednak po całym dniu spędzonym na jeździe, żałowaliśmy, że nie wypożyczyliśmy skuterka tak, jak wcześniej planowaliśmy. Po pierwsze - kierowca czasem zamiast jechać na dany przystanek, jechać do swojego domu coś zjeść, lub z kimś pogadać. W ten sposób dwa razy przejechaliśmy całą trasę bez wysiadania  (jedno kółko to ponad godzina jazdy!!!).  Za trzecim razem udało się wysiąść ;). Po drugie, autobus kursował co półtorej godziny. Czasem zobaczenie danego miejsca zajmowało tylko 30 minut, więc trzeba było długo czekać. Tak jak wspominałam, oprócz atrakcji, przystanki są przy hotelach, więc nie warto wysiadać wszędzie! My zatrzymaliśmy się tylko na kilku:

1. Hotel Horizontes Los Jazmines

Są tu piękne widoki, ale nie zatrzymaliśmy się tu na dłużej. Kierowca za każdym razem dawał około 5 minut na zrobienie zdjęć i zabierał chętnych w dalszą podróż.




2. Mural de la Prehistoria 

Czyli jak zniszczyć kawałek skały. Serio, nie rozumiem o co tu chodzi. Wszyscy w Viñales pytali się nas, "widzieliście już mural?" Myśleliśmy, że to naprawdę jest COŚ. Coś wartego zobaczenia. No nie... Ale skoro już tam byliśmy... Wykonany został w latach sześćdziesiątych, na zlecenie Fidela Castro. Mural pokazuje ewolucję człowieka aż do ostatniego etapu - "człowieka socjalizmu"


3. Cueva del Indio

Wejście kosztuje tylko 5 CUC, ale ta jaskinia jest strasznie kiepska w porównaniu do Santo Tomas. Tutaj ścieżki są świetnie przygotowane, nigdzie się człowiek nie przewróci. Nawet w szpilkach dałoby się iść. Jedyną frajdą jest krótka przejażdżka łódką. Zwiedzanie jaskini nie trwa półtorej godziny, więc wybierając Viñales Bus Tour, trzeba się uzbroić w cierpliwość i poczekać z godzinkę aż przyjedzie kolejny bus. My na szczęście trafiliśmy na finał Mundialu, więc wspólnie z Kubańczykami w pobliskiej knajpie dzielnie kibicowaliśmy Chorwatom :). 




4. Canope

Wspomniany problematyczny przystanek na trasie busa - kierowca nie zajechał na przystanek dwa razy, więc musieliśmy zrobić dwa okrążenia dodatkowo. Wspomnę, że upominaliśmy się o ten przystanek! Kierowca tylko potwierdził, że będzie. Ale nie było... Jednak nasza wytrwałość w końcu została wynagrodzona i udało nam się tam dotrzeć! A co tam robić? Tyrolka! 






Plantacja tytoniu


Wieczorem wpadliśmy jeszcze na plantację tytoniu. Wizyta jest darmowa, więc nas to zachęciło. Podczas krótkiej wycieczki, można się dowiedzieć o zbieraniu, suszeniu i produkcji cygar. I tego, jak bardzo Kubańczycy są wyzyskiwani przez swój rząd. Niestety lipiec to nie jest sezon, w którym rośnie tytoń, więc nie widzieliśmy za dużo. Wszystko byłoby ładnie i pięknie, gdyby nie to, że Pan "przewodnik" zbyt szybko przeszedł do interesów... Po 5 minutach od wejścia wymagał już od nas, żebyśmy kupili jego towar za jak najwyższą kwotę. My mieliśmy przy sobie jakieś 10 CUC na obiad i nie chcieliśmy wydawać tych pieniędzy na coś, czego nawet nie lubimy. Pan od razu przestał być miły... Kazał nam brać towar i iść z jego współpracownikiem do bankomatu/banku/casy i oddać pieniądze za cygara, których wcale nie chcieliśmy. Ciężko było mu wytłumaczyć, że nie potrzebujemy aż 50 sztuk, ale jakoś stamtąd uciekliśmy. Kolejnego dnia to samo miejsce odwiedził nasz znajomy Szwajcar. Jemu proponowano za tą samą ilość cygar, kwotę dwa razy mniejszą. Czyżby nasza biżuteria ślubna robi z nas milionerów? ;)





Na plażę!


Ostatni dzień spędziliśmy na rajskiej plaży Cayo Levisa. Aby dostać się tam z Viñales, najłatwiej pójść do jednego z biur pośredniczących na głównej ulicy. Pierwszy etap dojazdu to godzina w autokarze, drugi - kolejna godzina na łódce. Cena takiej wycieczki wraz z małą przekąską to 39 CUC. Inna rajska plaża, na którą można jechać z Viñales to Cayo Jutías. Niestety nie byliśmy, ale wiele osób również nam ją polecało. Mimo bliskiej odległości od Viñales, jedzie się tam długo, bo stan dróg pozostawia wiele do życzenia. Do Cayo Jutías można jednak bez problemu dostać się taxi collectivo, co może wyjść taniej niż wycieczka kupiona w biurze. 


Cayo Jutias jak się dostać





Tym wpisem kończę naszą podróż po Kubie. Mam nadzieję, że jest chociaż jedna osoba, której przypadły do gustu moje zdjęcia, i bardziej lub mniej poprawne gramatycznie wpisy. Kubę trzymam głęboko w swoim serduchu i może uda się kiedyś tam wrócić - jeśli tylko życie się tak ułoży. 

Podróż otworzyła nam oczy na wiele kwestii, a przede wszystkim uświadomiła, że nie ma co się bać tak dalekich kierunków. Przed wyjazdem każdy dziwił się "Kuba? Przecież to niebezpieczne!". No cóż, może niektórych to zaskoczyło, ale nie - nie jest niebezpiecznie. Teraz mam tylko apetyt na więcej i dalej! I bardziej "niebezpiecznie" ;).

Zobacz też

1 komentarze

  1. Wpisy bardzo ciekawe, mozna czytać i czytać, chętnie zaglądam na Twój blog, super, że dzielisz się swoimi podróżami
    czyteniczka85

    OdpowiedzUsuń