#5 Trinidad, ale ten na Kubie

19:12

8-12.07.2018 Trinidad, Kuba


Dziś będzie o mieście w środkowej Kubie. Nie o państwie.  Komu bym nie mówiła, że podczas podróży na Kubie byliśmy w Trininadzie, to wszyscy reagują Trinidad i Tobago? A tu nie!


To jedna z najstarszych osad na Kubie. Miasto zostało założone już na początku XVI wieku. Początkowo znajdowało się tuż przy morzu, lecz po kilkunastu latach przeniesiono je 14 kilometrów wgłąb lądu. To by nawet się zgadzało z tym jak daleko jest do plaży - ale opowiem o tym w dalszej części wpisu. Oprócz zwiedzania miasta, warto zostać tam trochę dłużej i zobaczyć okolice. Naprawdę jest tu co robić!


Trinidad


W samym Trinidadzie jest bardzo klimatycznie. Życie turystyczne koncentruje się wokół Plaza Mayor, gdzie można znaleźć Iglesia Parroquial de la Santisima Trinidad oraz Convento San Francisco z charakterystyczną wieżą i muzeum w środku. Na wieżę warto się wspiąć, bo świetne widoki na Trinidad są gwarantowane.

Poza powłóczeniem się uliczkami z piękną zabudową, z pięknymi drzwiami i kratami polecam wspiąć się na Loma de la Vigía, skąd roztacza się cudowny widok na miasto, Valle de los Ingenios oraz Península de Ancón. Droga nie była łatwa. Bo gorąco, duszno, pod górę i podłoże też nie dobre. Jednak widoki rekompensują wiele! Na szczycie wzgórza znajduje się wieża telewizyjna. Pan, który tam pracuje był bardzo miły i opowiedział nam trochę o Trinidadzie, zamkniętym lotnisku, o samej wieży. I tu się przydaje znajomość hiszpańskiego! :) Po długim spacerze pod górę można też wypić na górze piwo, które sprzedaje Pan z wieży. Nie najtańsze, ale na pewno bardzo zimne.

A na wieczór polecam La Casa de la Musica! Tuż obok Plaza Mayor można znaleźć schody - główną imprezownię Trinidadu. Około 20:00 schody są "zamykane", i żeby wejść, należy zakupić bilet za 1 CUC. Na stopniach rozstawione są stoliki - można kupić drinka i sączyć go przy muzyce na żywo. Bo to jest najważniejsze w tym miejscu! Co jakiś czas występujące zespoły zmieniają się, więc usłyszeliśmy kilka grup. Żadna jednak nie była tak dobra jak ta z Cienfuegos! Mieliśmy wrażenie, że na schodach w Trinidadzie zespoły idą trochę na łatwiznę i grają pod turystów, którzy z muzyki w języku hiszpańskim znają i lubią co najwyżej Despacito. Ale jak czas pokazał - nawet taka piosenka może być świetnie zagrana!

Trinidad Plaza Mayor

Trinidad Plaza Mayor

Trinidad wieża

Trinidad wieża

Trinidad wieża

uliczki Trinidadu

Trinidad samochody

Uliczki Trinidadu

Trinidad wieża radiowa

Trinidad Plaza Mayor

Trinidad schody

Trinidad bramy

Trinidad Plaza Mayor

Trinidad Plaza Mayor

Trinidad Plaza Mayor




Na plażę!


Playa Ancón to oddalona o 14 kilometrów od Trinidadu plaża. Można tam dojechać taksówką - co jest najtańszym i najszybszym rozwiązaniem. My jednak zdecydowaliśmy się na rowery. W Trinidadzie znaleźliśmy wypożyczalnię. Okazało się, że w tym miejscu rok w rok rowery wypożyczają jacyś Polacy, którzy wracają w to miejsce bardzo często - dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem. Na drzwiach zobaczyliśmy naklejkę z polskim napisem.
Rowery nie były w najlepszym stanie, chodziły dość ciężko, ale dawały radę. Oczywiście na Kubie o ścieżkach rowerowych można zapomnieć, ale w Trinidadzie ruch samochodowy jest tak mały, że naprawdę nie trzeba się obawiać jazdy po ulicy.
Droga na plażę była super - bo z górki. Gorzej, gdy po całym dniu plażowania trzeba było wrócić do miasta... Wtedy było nam ciężko. Jadąc rowerem tak daleko trzeba pamiętać o dużym zapasie wody i o nakryciu głowy. Słońce jest bezlitosne!
Planowaliśmy również dotrzeć na cypel, czyli Península de Ancón, ale to by oznaczało dla nas kilka kilometrów w upale więcej, więc rezygnowaliśmy.
Sama plaża jest bardzo fajna. Piasek jest przyjemny, parasole za darmo. Za leżaki jednak trzeba płacić. Jedynym minusem jest słaba baza gastronomiczna, więc dobrze jest wziąć coś do jedzenia ze sobą. Nie była to najpiękniejsza plaża jaką widzieliśmy na Kubie (a widzieliśmy trzy), ale zdecydowanie warto ją odwiedzić będąc w Trinidadzie.

wypożyczenie roweru Trinidad







Valle de los Ingenios


Kuba zawsze miała pod górkę...  Najpierw było niewolnictwo. Mało kto jednak myśli o Kubie jako o miejscu tragicznym - ludzie lecą na tą wyspę aby odpocząć, zrelaksować się, poleżeć na rajskiej plaży. Sama nie miałam pojęcia o tym, że okolice Trinidadu to plantacje trzciny cukrowej. Pracowali na niej oczywiście niewolnicy. Mieszkali w nieludzkich warunkach, pracowali ponad siły. Dzieci i kobiety również nie były oszczędzane.
Podczas wizyty w jednej z plantacji jest możliwe (a właściwie to chyba nawet wymagane) wynajęcie przewodnika. Opowiadał nam o historii plantacji trzciny cukrowej, o procesie przetwarzania oraz warunkach życia niewolników. Obecnie są plany, aby wyposażyć w meble jedną z rezydencji plantatorów. Nasz przewodnik nie krył oburzenia z tego powodu. Czemu upamiętniać bogaczy, którzy niewolników nie uważali za człowieka tylko z powodu innego koloru skóry?
Jednym z miejsc, które zachowało się w bardzo dobrym stanie jest pałac Manaca Iznaga oraz pobliska 45-metrowa wieża. Na wieżę można wejść, co też zrobiliśmy. Nie trudno się domyśleć, że kiedyś służyła za miejsce z którego pilnowało się niewolników - aby dobrze pracowali oraz nie uciekali. Na wieży był również dzwon, którego bicie oznaczało przerwę lub początek pracy. 
Aby wybrać się na wycieczkę szlakiem niewolnictwa, wystarczy złapać na ulicy taksówkarza i wytargować cenę, która nas satysfakcjonuje. My, aby było trochę taniej, na wycieczki taksówką poza miasto zabieraliśmy Nadine, którą poznaliśmy w kwaterze w Trinidadzie. Łącznie odbyliśmy z nią trzy wspólne tripy.








Vegas Grande 


Na ostatni dzień zostawiliśmy sobie wizytę w Parku Narodowym Topes de Collantes aby zobaczyć wodospad Vegas Grande. Podobnie jak poprzednim razem - pojechaliśmy na miejsce taksówką z Nadine. Po drodze do wodospadu zajechaliśmy również na taras widokowy, z którego pięknie widać Península de Ancón. Potem, starą Ładą cisnęliśmy pod stromą górę. Trochę bałam się, że auto nie wytrzyma, ale na szczęście nie musieliśmy pchać ;). Gdy już dojechaliśmy, taksówkarz powiedział tylko "wróćcie do 15:00". Potem dodał "tam w prawo, za drzewem w lewo, wzdłuż ścieżki". Ahaaa... Ścieżek było kilka, ale po około 40 minutach dotarliśmy na miejsce. Po długim spacerze w wysokiej temperaturze, cudownie było się zanurzyć w chłodnej wodzie z wodospadu! Oczywiście do taksówki dotarliśmy z opóźnieniem, ale nikt pretensji do nas nie miał. Później był nawet czas na wypicie kawy.
Jeśli będziecie się wybierać do Vegas Grande, pamiętajcie aby wziąć ze sobą pieniądze! Wstęp jest płatny.













Mimo, że kilka osób odradzało nam wizytę w Trinidadzie, bardzo się cieszymy, że zrobiliśmy po swojemu. A dlaczego odradzano? Bo daleko! Podróż autobusem z Hawany trwa cały dzień. Przy dwóch tygodniach pobytu na wyspie, utrata jednego, to dużo. My jednak jechaliśmy taxi collectivo, więc zaoszczędziliśmy czas na zwiedzanie. Będąc na Kubie KONIECZNIE się tam wybierzcie! A może już byliście? Jeśli tak, dajcie znać, czy podobało Wam się równie jak mi!


Zobacz też

1 komentarze

  1. Niestety nie było mi dane być na Kubie i zahaczyć o Trinidad, ale po tej fantastycznej relacji z dodatkiem pięknym zdjęć zamarzyłam, żeby się tam znaleźć w niedalekiej przyszłości. :)

    Pozdrawiam
    Zuzanna

    OdpowiedzUsuń