#4 Kotor. To od kotów, prawda?

18:21

17-21.02.2018 Kotor, Czarnogóra


Kiedyś tam wspominałam, że ciężko jest jeździć po Czarnogórze. Bo za dużo ładnych widoków. Ale z prawdziwymi problemami musieliśmy się zmierzyć w Kotorze... Nie wiem czy wiecie, ale jestem straszną kociarą. Taką stylu "wszystkie koty nasze są". Kocia mama po prostu. Nawiasem mówiąc, staropanieństwo mi nie grozi (przynajmniej taki mam plan, a jakby coś nie wypaliło, to przeprowadzam się do Kotoru!). Jeśli kochacie koty tak jak ja, będzie Wam ciężko w Kotorze. Oj ciężko... Nie da się przejść obojętnie obok tych kochanych pluszaczków. One już wiedzą jak człowieka okręcić wokół łapki tak, żeby dał szyneczkę, albo chociaż kawałek muffina! Poza kotami, które są przecudowne, w Kotorze czeka Was - dla odmiany - kolejna dawka zapierających dech w piersiach widoków. Zdecydowanie mój numer 1 w Czarnogórze! (Na razie zobaczyliśmy małą jej część, ale mimo wszystko :))

Stare Miasto w Kotorze ma jedną główną zaletę - jest strefą pieszą. Drugą (niektórzy mogą to uznać za wadę), to totalny brak nazw ulic! Domy mają swoje numery, czasem trochę nie po kolei, ale najważniejsze, że są. Moim zdaniem to duży plus, ponieważ w tym mieście nie da się nie zabłądzić. Gdy szukaliśmy jakiegoś miejsca, za nic nie mogliśmy do niego trafić. Zazwyczaj znajdowaliśmy je, gdy poszukiwaliśmy już innego... 

Już podczas naszego pierwszego spaceru po Kotorze, Piotrek zwrócił uwagę, że to taka mała Wenecja. Tyle, że bez wody. Okazało się, że jest w tym ziarno prawdy! Kotor, w XV wieku należał do Albanii Weneckiej. Wtedy to miasto przyjęło architekturę typową dla Wenecji. Piotruś ma niesamowite oko - ja zwróciłam na to uwagę dopiero, gdy dowiedzieliśmy się jak było :)






Kolejnego dnia wybraliśmy się na kilkugodzinny spacer po murach obronnych miasta. Niestety z racji trzęsienia ziemi w 1979 roku, duża część miasta została zniszczona - w tym mury. Z tego względu nie można wchodzić na ich część. Bilet wejściowy kosztuje 3 €, ale my nie płaciliśmy nic! Być może poza sezonem nie pobierają opłat ;). Mimo wszystko strasznie się stresowałam, że nie zapłaciliśmy, mimo że nie było komu dać tych pieniędzy!

W wędrówce na szczyt towarzyszą oczywiście koty, które nie popuszczą nikomu! Mruczą, łaszą się, miałczą. Miziają się aż da się im jeść, albo przyjdzie nowy człowiek do przebłagania ;)







Już podczas spaceru pod górę zobaczyliśmy na mapie, że jest opcja schodzenia inną drogą niż teraz idziemy. Wiadomo - zawsze ciekawiej! Poza tym byliśmy spragnieni kawy! Tak bardzo... A na tej innej drodze mieściły się dwie kawiarnie, więc idealnie! Na drugą drogę było jednak ciężko trafić. Trzeba znaleźć "tajemne" przejście przez okno i uważać, żeby przypadkiem jeden z kamyczków się nie obsunął. Po przejściu przez okienko, od razu widać starą, opuszczoną cerkiewkę i naszą kawiarenkę! Dalej już z górki - wszędzie są drogowskazy jak do niej trafić. Bardzo polecamy to miejsce. Pani właścicielka jest kochana, toalety czyste, herbata ciepła, a rakija domowa ;) Poza tym to chyba knajpa z najlepszym widokiem na Kotor! Myślę, że gdyby nie apka maps.me, nie udałoby nam się ta trafić, więc polecam Wam aby ją zainstalować,  bardzo serdecznie :)






Po odpoczynku wśród kotów ruszyliśmy w stronę miasta. Do pokonania był kawałek drogi, jednak czas umilały nam widoki (oczywistość), kot - który szedł z nami na pewno ponad pół godziny oraz kozice, które dla rozrywki liczyliśmy. W pewnym momencie widzieliśmy ich osiem czy dziewięć! Moimi faworytkami były te kózki, które utrzymywały się na krzakach tak, jakby ważyły tyle co piórko :)


Po kilku godzinach udało nam się wrócić do Kotoru. Postanowiliśmy przespacerować się kolejny raz po wąskich uliczkach, jeszcze kilka razy się zgubić i po prostu odpoczywać. Na prawdę - dawno nie wróciłam z jakiegokolwiek wyjazdu tak zregenerowana!





W Kotorze zostaliśmy dłużej niż planowaliśmy - aż cztery noce. To miasto, to doskonała baza wypadowa do innych miejsc, ale o tym, już kolejnym razem :)



Jeśli jeszcze nie czytaliście wcześniejszych czarnogórskich opowieści, koniecznie zajrzyjcie do poprzednich wpisów!

#1 Podgorica anty-stolica

#2 Ada Bojana, Stary Bar i straszna droga do Cetynii

#3 Z Cetynii do Kotoru

Zobacz też

2 komentarze

  1. Mój mąż ostatnio ciągle mówi o Czarnogórze i chyba w niedługim czasie będziemy jechać w tamte strony :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Faktycznie, trochę wenecko wygląda ;))
    P.S. Mimo że jestem psiarą, muszę przyznać, że koteł w garnku w groszki słodziutki jest!

    OdpowiedzUsuń