#2 Ada Bojana, Stary Bar i straszna droga do Cetynii

12:13

16.02.2018, Ada Bojana, Stary Bar



Pierwszy dzień czarnogórskiej przygody rozpoczęliśmy spacerem po Podgoricy, o którym można przeczytać sobie w poprzednim wpisie. Jak już pisałam, nie ma co tracić w tym mieście zbyt wiele czasu, więc trzeba jechać dalej, jak zresztą uczyniliśmy. 
Ciężko jest jeździć autem po Czarnogórze... Ale nie chodzi tu o zły stan dróg, czy o kierowców! Chodzi o tak prostą sprawę jak piękne widoki. Zbyt piękne, aby się nie zatrzymywać. Tak więc robiliśmy postoje. Na zdjęcia, na podziwianie, na chwilę oddechu. Jak na prawdziwych wakacjach! (A tak serio, to był pierwszy wyjazd od daaaawna podczas którego odpoczęłam, a nie po którym musiałam odpoczywać ;)). 



Głównym celem tego dnia była wyspa Ada Bojana, która znajduje się właściwie na granicy z Albanią. Nasz host w Podgoricy polecam nam to miejsce baardzo mocno na obiad, a najlepiej żeby tam nocować. Na szczęście nie posłuchaliśmy go, bo wioska była wyludniona. Owszem, tu i ówdzie kilku gości jadło świeżą rybkę, ale nie wiem co miałabym tam robić poza sezonem, we wczesnowiosenną pogodę... Nam starczyło, że zjedliśmy pyszny kawał ryby (niestety nie wiem jakiej, bo Pan właściciel tym się już nie podzielił ;)), dostaliśmy pyszną, domową baklawę na deser (za darmo!), a to wszystko na świeżym powietrzu. Cena nad trochę zabiła, bo zapłaciliśmy 25 €, nadwyrężyliśmy nasz budżet już pierwszego dnia... Ale co tam! Raz się żyje.



Po obiadku w pięknych okolicznościach przyrody, szybko ruszyliśmy w kierunku Starego Baru. Niby odległości pomiędzy miastami nie są duże. Ale trochę długo się je pokonuje. Po niecałej godzinie dotarliśmy do Starego Baru. Miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi w 1979, ale nie odbudowano go, jak stało się to z Kotorem. Podobno trwają prace, które mają przywrócić Staremu Barowi świetność, ale widziałam tylko zarastające krzakami kamienie. No cóż... Za wejście na teren warowni trzeba zapłacić, ale są to bardzo małe pieniążki (2 €). Bardzo się cieszyliśmy, że udało nam się dotrzeć do Starego Baru przy zachodzie słońca. W Czarnogórze zachody ogólnie są bardzo urokliwe, a w otoczeniu kilkusetletnich budowli zwłaszcza. 







Gdy się ściemniło, ruszyliśmy w kierunku Cetynii, gdzie mieliśmy zarezerwowany  nocleg. Niestety, ale podróżując zimą, czas się kurczy. O godzinie 18:00 było już jak w nocy. Ale Piotruś jest dzielnym kierowcą, pięknie prowadził, wszystko było dobrze aż do czasu... kiedy okazało się, że nasz ukochany GPS każe nam skręcać w dziwne miejsce. Co gorsza oba GPSy kazały nam tak jechać. Więc pojechaliśmy. 20-kilometrowy odcinek wąskiej, górskiej drogi pokonaliśmy w około godzinę. W pewnym momencie pojawił się śnieg, wtedy trochę zrobiło mi się słabo... Po drodze na szczęście nie spotkaliśmy żadnego auta, bo nie wiem jak mielibyśmy się minąć. Spotkaliśmy za to... dwa konie. Jeden biały, drugi brązowy. Może dzikie?! ;) Kilka dni później, jadąc już z powrotem do Podgoricy, minęliśmy zjazd na tą naszą super krajoznawczą drogę. Była cała zawalona śniegiem, jednym słowem: nieprzejezdna. Mieliśmy duże szczęście! Tak więc - jeśli będziecie jechać ze Starego Baru do Cetynii, wybierzcie koniecznie drogę przez Budvę!!! 

Zmęczeni, pełni emocji, udało nam się w jednym kawałku dojechać do Cetynii. Całej w śniegu!

Kolejny odcinek za tydzień! :)

Zobacz też

0 komentarze