Obwód Kaliningradzki - informacje praktyczne

18:30

Zaczęło się od braku pomysłu na zeszłoroczną majówkę. Myśleliśmy, ale nic ciekawego i taniego nie przychodziło nam do głowy. Nagle Piotrek wpadł na pomysł "Ej, a Kaliningrad?". No ale niestety. To Rosja. A do Rosji trzeba mieć wizę... Pomysł odłożyliśmy, ale postanowiliśmy do niego wrócić w wakacje.

W kolejnym wpisie przeczytacie co można zobaczyć w Obwodzie. Pewnie myślicie, że nic? No to Was zdziwię :) Najpierw jednak ciut informacji, które na pewno się przydadzą przy planowaniu wizyty w Obwodzie Kaliningradzkim.





Jak dotrzeć?

Myślę, że najtaniej i najszybciej jest tam po prostu dojechać samochodem. Przynajmniej dla nas ta opcja była najkorzystniejsza - mamy jedynie około 300 km do Kaliningradu, a ceny paliwa są bardzo przystępne. 
Jeśli wybierzecie auto, pamiętajcie - musicie mieć Zieloną Kartę, czyli takie OC od Waszego ubezpieczyciela (ten kwitek, który wozimy w Polsce jest nieważny w krajach typu Rosja, Ukraina,  itd).  Zazwyczaj ubezpieczyciel Kartę wydaje za darmo lub za drobną opłatą. 
Jest jeszcze jedna kwestia. Na granicy kierowca jest zmuszony do wypełnienia jednorazowego zezwolenia na czasową odprawę celną środka transportu, czyli "wremiennyj wwoz". Oczywiście wszystko po rosyjsku... Na szczęście Pani w okienku dała wzór co i jak zaznaczyć, więc problemu raczej nie ma z tym kwitkiem. Dokument należy trzymać, nie gubić! Trzeba go okazać przy wyjeździe z Obwodu Kaliningradzkiego. Poza samochodem należy zadeklarować wszystko co wwozimy: aparat, biżuterię, komórkę. Szczerze - my tego nie zrobiliśmy i nic wielkiego z tego powodu się nie stało :)
Oczywiście są również samoloty do Kaliningradu z Okęcia. Połączenie obsługuje LOT, więc trzeba się liczyć z tym, że trochę za bilety trzeba zapłacić. Dla nas od razu było wiadome, że samolot odpada.
Istnieją również autobusy, ale z Torunia nie ma nic, a jechać do Gdańska czy Warszawy w tej sytuacji nam się zupełnie nie opłacało. 
Wszystko przemawiało za tym, aby wybrać samochód. Zresztą był nam niezbędny, aby dotrzeć tam gdzie chcieliśmy w krótkim czasie i za małe pieniądze :)
Uu


Wiza

Niestety, ale tak - wiza jest niezbędna. Jak ją zdobyć? Nie jest to takie trudne jakby się wydawało. Trzeba przygotować jedynie kilka pieniążków i ta dam... Aby ją otrzymać należy mieć: wypełniony wniosek wizowy on-line, ważny paszport, paskudne zdjęcie, polisę ubezpieczeniową i voucher turystyczny.

Pierwszym krokiem jest wybór terminu. Jeśli już wiemy kiedy i jakim środkiem transportu będziemy jechać, musimy zakupić voucher turystyczny oraz obowiązkowe ubezpieczenie. Ja nabyłam oba papierki przez internet. Cena voucheru zależy od ilości dni, wieku podróżnika oraz czy zakupujemy voucher z noclegiem czy bez (cena bez noclegu wyższa). My od razu wiedzieliśmy, że będziemy spać na couchsurfingu, więc kupiliśmy voucher bez rezerwacji noclegu.
Jeśli chodzi zaś o ubezpieczenie, to suma ubezpieczenia kosztów leczenia ma wynosić 30000 euro (ubezpieczenie do Rosji lub na cały świat). Wszystko zakupiłam na TEJ stronie.

Pora na zrobienie zdjęcia! Ogólnie zdjęcie wizowe wygląda trochę jak paszportowe, ma tylko trochę inny procent twarzy na zdjęciu. Niektórzy fotografowie nie wiedzą jak powinno takie zdjęcie wyglądać, więc warto uświadomić Pana który robi zdjęcie, że: wymiary wynoszą 3,5cm x 4,5cm, musi być jasne tło, widoczny wizerunek twarzy, zrobione na wprost, twarz ma zajmować 70-80% zdjęcia, raczej bez okularów, bez nakryć głowy. Wystarczy 1 sztuka. Tak nawiasem mówiąc, ja do wniosku dołączyłam zdjęcie paszportowe, nikt nie marudził.

To teraz najgorzej, bo wniosek wizowy. Bez ubezpieczenia i vouchera nie uda Wam się go wypełnić - do wniosku trzeba wpisać dane z tych dokumentów. TU macie link do wniosku wizowego. Po uzupełnieniu wszystkich danych trzeba go po prostu wydrukować i nakleić zdjęcie z odpowiednie miejsce.

Z takim kompletem dokumentów należy zgłosić się do Konsulatu odpowiedniego do miejsca zamieszkania. I tu pojawił się problem, bo ja jestem zameldowana w Toruniu, więc mój Konsulat jest w Gdańsku. Piotrek za to zameldowany jest w Tarnobrzegu... Czyli Konsulat ma w Krakowie. Zrobiliśmy więc szybki chachment i Piotrek tymczasowo zameldował się u mojej mamy. Myślę, że było to jednak zbyteczne, bo koniec końców wizy wcale nie załatwialiśmy w Konsulacie, tylko w Rosyjskim Centrum Wizowym... Niestety za późno chciałam zarezerwować wizytę w Konsulacie - myślałam że tak z dnia na dzień się uda ;). (Nie popełnijcie mojego błędu i myślcie o tym wcześniej. Oszczędzicie pieniążki ;). Aby się umówić na dany dzień i godzinę, wejdźcie na stronę swojego Rosyjskiego Konsulatu). Musieliśmy więc uiścić, poza opłatą wizową, dodatkową opłatę dla Centrum Wizowego. Wyszło za to trochę więcej monet, ale trudno. Wiza była gotowa już po niecałym tygodniu :).

Wszystkie koszty wizy zamknęły się w  400 zł.


Co z noclegiem?

Wybraliśmy opcję najtańszą - couchsurfing. Udało się nam znaleźć bardzo fajną hostkę, która co prawda nie znała angielskiego, BO ZA TRUDNY, ale za to płynnie rozmawiała w języku polskim. Poprzednim razem, kiedy byłam w Rosji, nocowałam w hostelach. To druga najtańsza opcja, a przy okazji odchodzi nam kwestia obowiązkowego meldunku (bez meldunku można przebywać w kraju do 7 dni. Aby go dokonać potrzebny jest do tego paszport i karta migracyjna, którą otrzymuje się przy przechodzeniu granicy), bo hostele jak i hotele mają obowiązek meldunku turysty. Warto pochylić się również nad airbnb. Zresztą - nasza hostka wynajęła pewnej parze pokój właśnie przez airbnb. Musieliśmy co prawda przez to spać na podłodze, ale przeżyliśmy :)


Autem w Obwodzie Kaliningradzkim

Stan dróg ogólnie jest dobry, a co najważniejsze - są ZA DARMO! Zwłaszcza poza miastem jest bardzo fajnie - od granicy z Polską jedzie się pięknie równą, chociaż dość wąską drogą. Gorzej jest w samym Kaliningradzie. Korki... Dziury... Zabytkowe kocie łby... Wolałabym móc nie jeździć po tych drogach, ale nie było wyjścia. Biedny Fiacik ;).

Należy uważać na partole policji. Ja bałam się na samą myśl, że nas zatrzymają, chociaż jeździliśmy bardzo przepisowo i wszystkie dokumenty mieliśmy przy sobie. Szczerze, to nie wiem czy chcą łapówek, czy nie. Czy dają mandat za fikcyjne wykroczenia, czy nie. Myślę, że lepiej jeździć przepisowo, nie cisnąć za bardzo autka, nie kusić policjantów :). Bo patroli jest bardzo dużo i być może komuś się będzie akurat nudziło, zobaczy polską rejestracje... Łatwy zarobek w kieszeni - takie moje przemyślenia. A że policjanci się nudzą, to było widać. Jechaliśmy na północ, w kierunku Mierzei Kurońskiej. Piękna dwupasmowa droga, mały ruch. I nagle korek... Myśleliśmy, że może wypadek? Nie - widzimy z daleka policjantów zatrzymujących co drugi, trzeci samochód. I w głowie: "Jak ja się z nimi dogadam? Na pewno dadzą mandat! Zbadają alkomatem i na bank coś będzie! (Nie żebym prowadziła po alkoholu - w Polsce mam dokładnie tak samo). Gdy już dojechaliśmy do policjantów, chyba po 30 minutach poruszania się 1km/h, puścili nas. I znów można było jechać normalnie... Nic z tego nie zrozumiałam, ale ok - pewnie im się nudziło. Trzeba drugiego człowieka zrozumieć!

Ceny benzyny zachęcają do poruszania się autem. Korki nie powinny dziwić! Podobnie jak to, że Polacy z przygranicznych miejscowości kursują do Obwodu i przywożą paliwo do Polski, później sprzedają je po cenie wyższej - a i tak niższej niż w naszym kraju. W momencie kiedy odwiedzaliśmy Obwód, ceny 95 kształtowały się tak, że litr kosztował mniej więcej 42 ruble. Wiadomo - ceny lubią się zmieniać, ale nie sądzę, żeby nagle paliwo zaczęło kosztować dwa razy więcej.


Jak się nie spłukać?

Ceny żywności są porównywalne lub nawet ciut droższe niż u nas. Polacy jeżdżą do Obwodu po fajki, alkohol i paliwo, a Rosjanie do Polski do... Biedronki. Ciekawe czy handlują szynką jak my paliwem ;)

Ogólnie polecam robić zakupy w marketach, bo są najtańsze. Obok domu naszej hostki było centrum handlowe Wiktoria (Викторя), ale są też mniejsze sklepy, np. Spar. My wzięliśmy również trochę zapasów z Polski.

W restauracjach jest drogo, ale na pewno warto spróbować pielmieni, czyli takie ichniejsze pierogi oraz soliankę, pyszną zupkę. Myślę, że na niektórych sprawach nie warto bardzo oszczędzać i posmakowanie kuchni danego kraju do tych spraw się jak najbardziej zalicza.


Co z językiem?

Nie będę tu oszukiwać - po rosyjsku nie mówię. Znam za to cyrylicę, a to już i tak bardzo dużo. Ciężko jest się odnaleźć, jeśli nie wie się jakie jest brzmienie poszczególnych znaczków. Sama bardzo lubię rosyjski i mam w planach naukę tego języka, ale na razie za bardzo zajmuje mnie język hiszpański :). Niestety w Obwodzie bardzo mało osób mówi po angielsku, na polski również nie ma co liczyć. W wielu restauracjach brakuje angielskiego menu... Byłam więc zmuszona jakoś sobie radzić i odczytywać menu. Daliśmy radę! Jeśli wybieracie się do Obwodu Kaliningradzkiego, nauczcie się czytać, albo zróbcie sobie ściągę z cyrylicy :)


Wiadomo, zawsze zamiast planować taki wyjazd samodzielnie, można zdać się na biuro podróży. Obwód Kaliningradzki to jednak nie trzeci świat i nie ma się czego obawiać. Wystarczy trochę zaradności, spokoju i odłożonej gotówki. Zatem, planujcie wyjazd!
A jeśli wyjazd przed Wami, zapraszam do przeczytania mojej relacji z Obwodu kaliningradzkiego!

Zobacz też

11 komentarze

  1. Mieszkamy blisko granicy i już wcześniej widziałam, na innym blogu, bardzo ciekawy opis wyprawy nad morze po stronie rosyjskiej. Chyba czas wybrać się za granicę ;) Oczywiście, czekam na kolejną część opisu wyprawy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że Obwód byłby bardzo często odwiedzanym miejscem gdyby nie wizy :(

      Usuń
  2. Kaliningrad! ;D Już nie mogę się doczekać kolejnego wpisu!
    Byłam w Kaliningradzie i Swietłogorsku na wymianie szkolnej, ale to było laaaata temu i zapewne bardzo wiele się zmieniło. ;)
    Do samego Kaliningradu mam nieco ponad 130km, a autobusy jeżdżą kilka razy dziennie. Był czas, gdy w Olsztynie w centrum handlowym przy dworcu było więcej Rosjan niż Polaków, a warunkiem zatrudnienia była znajomość właśnie rosyjskiego.

    Z tą policją, to może być różnie. Od znajomych się trochę nasłuchałam. Jedni nie zatrzymują tych na polskich blachach, bo i tak mają biznes jak tam kupujemy, a trafiają się tacy co trzepią i znajdą byle powód. Historie o dolarach wkładanych w paszporty baardzo często obijają się o uszy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że aż tak wiele się nie zmieniło :D Również byliśmy w Swietłogorsku!

      Usuń
  3. Ciekawie się zapowiada. Jakoś nie brałam pod uwagę wyjazdu w tamtym kierunku, właśnie z powodu dość kosztownych wiz. Chętnie poczytam co tam można zobaczyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wizę wyrabia się w konsulacie jest około 100 zł taniej. Można również załatwić zaproszenie z federacji, wtedy odchodzi koszt vouchera. Niestety nie mieliśmy czasu żeby kombinować, ale łącznie można obniżyć koszt o polowe :)

      Usuń
  4. Moje rodzinne miasto to zaledwie 54 km od granicy z Kalingradem ;) nawet miałam kiedys przyjemność byc w samym Kaliningradzie jak miałam jakieś 14 lat to widok miasta był nie ciekawy. To co mi utkwilo najbardziej w pamieci to gęsi spacerując po ulicy w samym centrum miasta. To było jakies 25 lat temu, od tamtej pory cgyna sporo sie zmieniło ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. No kurde, to dopiero są jaja. Nie znać angielskiego, bo za trudny, ale po polsku mówić płynnie. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. O proszę! Nietypowy kierunek, a tak blisko. No i jest to możliwe! Kusisz, kusisz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Tak gwoli informacji o Zielonej Karcie - do Serbii już od dawna jej nie potrzebujemy :)

    OdpowiedzUsuń