Mileştii Mici - kraina winem płynąca

17:59

12.07.2017, Mileştii Mici
 
 

Drugim powodem naszego powrotu do Mołdawii była miejscowość nieopodal Kiszyniowa. Tuż po wizycie w Naddniestrzu (TU można coś o tym przeczytać :)) postanowiliśmy jeszcze odwiedzić znaną na całym świecie winnicę Mileştii Mici. 250 kilometrów podziemnych korytarzy, największa kolekcja win na świecie (wpisana zresztą do Księgi Rekordów Guinessa), fontanny z winem (w których tak na prawdę płynie zabarwiona woda). Wszystko robi wrażenie. Nawet historia powstania.

Po II Wojnie Światowej Kiszyniów był bardzo zniszczony. Jak duża część Europy... W miejscowości Mileştii Mici, która oddalona jest od stolicy około 20 kilometrów postanowiono pozyskać materiał na odbudowanie Kiszyniowa. Zaczęto więc drążyć tunele, aż wydrążono ich 250 kilometrów. Co ciekawe, maszyna, która wydobywała wapienny budulec, wycinała od razu cegły - co widać zresztą na ścianach tuneli.
 
Winiarnię postanowiono otworzyć w 1969 roku - wszak szkoda, aby tyle kilometrów tuneli się marnowało ;). Okazało się, że panują tam idealne warunki do przetrzymywania wina - przez cały rok panuje tam temperatura 12-14 ℃ i wilgotność około 90%. Obecnie wykorzystywanych jest jedynie 55 kilometrów tuneli, w których wino jest produkowane i przetrzymywane. Wspominałam o Księdze Rekordów Guinessa, prawda? W 2005 roku kolekcja win licząca 1,5 miliona butelek została oficjalnie uznana za największą kolekcję win świata. Imponujące, prawda?
 
Moja dobra rada - nie jeździe tam na hura! Należy się wcześniej umówić na daną godzinę. Rezerwację można wykonać mejlowo (namiary na stronie winiarni), lub za pośrednictwem hotelu w którym się mieszka. Myślę, że to mołdawska duma, bo rok temu uparta Pani z hostelu chciała nam koniecznie na siłę zarezerwować wizytę w Mileştii Mici, na nic zdawały się nasze słowa, że NIE MAMY JUŻ CZASU ;). Udało się za to rok później. My rezerwowaliśmy wizytę na własną rękę, bo korzystaliśmy z couchsurfingu. Po wielu wpisach na innych blogach bałam się, że nic z tego nie wyjdzie, ale wymiana mejli była bardzo sprawna i wszystko załatwiliśmy tak na prawdę dzień przed wycieczką.
 
Z innych informacji praktycznych - TRZEBA mieć swój samochód. Albo taksówkę. Zwiedzanie odbywa się jeżdżąc autem tunelami. Dodam, że przy rezerwacji zaznaczone jest, że jedno miejsce w aucie musi być wolne, dla przewodnika. Mieliśmy trochę pecha, bo oprócz nas na jedną godzinę była zapisana jeszcze jedna para i przewodnik jechał z nimi.  Myślę, że dzięki temu, dowiedzieli się o winiarni więcej niż my, bo Pan na postojach nie był zbyt wylewny ;). Swoją drogą postoje były bardzo krótkie i w ciemnościach ciężko było zrobić jakieś sensowne zdjęcie (nawet komórką).
 
 


 
Oczywiście trasa do pokonania to nie 55 kilometrów, a zaledwie 4, więc trochę szkoda, że nie można tego zrobić na własnych nogach. Zwłaszcza, że w zależności od wybranej opcji zwiedzania, na końcu trasy można się "posilić" winem z Mileştii Mici i zjeść co nieco. My, z racji że Piotrek kierował, po prostu poszliśmy do sklepu obok winiarni i zakupiliśmy kilka butelek trunku.
 
W Mileştii Mici można przetrzymywać własną kolekcję win - są specjalne zamykane "jaskinie" dla prywatnych kolekcjonerów. Podobno sam Putin trzyma tam swoje trunki ;). O dziwo nie jest to taki drogi interes (nie pamiętam dokładnie ile kosztował rok wynajmu, ale suma nie zrobiła na mnie wrażenia), a przynajmniej jest pewność, że wina się nie zepsują. Warunkiem jest jednak zakup kilkunastu win z kolekcji winiarni. W razie gdyby nagle jakiś bogacz z Japonii stwierdził "ale bym się napił wina z mojej jaskinki w Mileştii Mici", to butelka jest mu po prostu wysyłana. No cóż, może kiedyś też mnie będzie stać :).
 
 
 
 
 
Winiarnia ma również swoje tajemnice. W 1985 roku Gorbaczow stwierdził że lud jest zbyt pijany. Wprowadził więc prohibicję i wszystkie mołdawskie wina miały być zniszczone. Na szczęście dzielni pracownicy winiarni schowali w tajemnej skrytce, za sekretną przesuwaną ścianą, najcenniejsze wina z kolekcji.
 
Zwiedzanie podziemi trwa około 40 minut. Najtańsza opcja (bez wina i deski serów) kosztuje 200 lei, a najdroższa, na wypasie 1300 lei (każdy wybór jest 100 lei droższy, jeśli zwiedzanie odbywa się po 17:00 lub w święto). Z perspektywy czasu, Mileştii Mici nie robi już na mnie takiego wrażenia. Jest to jednak ewenement i przy okazji warto się tam wybrać.
 
Na koniec chciałabym zaapelować - nie bójcie się mołdawskiego wina. Tego z dolnych półek też! Oczywiście tyczy się to również samej Mołdawii ;).
 
 
 

Zobacz też

0 komentarze