Republika Naddniestrzańska - podróż w czasie

22:51

11.07.2017 Republika Naddniestrzańska, Tyraspol

To był nasz drugi rok z rzędu w Mołdawii. Ściągnęły nas tu dwa miejsca - pierwsze to Republika Naddniestrzańska, druga to winiarnia Milesti Mici, o której będzie mowa w kolejnym wpisie.

 

Formalnie byliśmy w Mołdawii. Jednak ten malutki region, za którego granicę robi rzeka Dniestr, nie czuje się częścią tego kraju. Mają swoją walutę, własny parlament, tablice rejestracyjne,używają języka rosyjskiego i cyrylicy. Aby wjechać do Naddniestrza należy okazać paszport, i w razie pobytu dłuższego niż 10 godzin, zarejestrować się na posterunku policji.
Niestety kraju nie uznaje właściwie nikt na świecie - jedynie Abchazja i Osetia, a jak wiadomo, one również mają z tym problem. Naddniestrze utrzymuje się z rosyjskich pieniędzy. Po aneksji Krymu przez Putina, naddniestrzańscy działacze napisali nawet "podanie" do dumy rosyjskiej o to, aby ich również zaanektowali! Podczas pobytu w Tyraspolu, stolicy Republiki Naddniestrza, miałam wrażenie, że mieszkańcy próbują być bardziej rosyjscy, czy może radzieccy, niż samo ZSRR :)
Pomijając samo przekraczanie "granicy", sam pobyt w stolicy był niemałym wyzwaniem - od używania ichniejszej waluty, która jest właściwie niedostępna, po dogadanie się z mieszkańcami, bo nikt tam po angielsku praktycznie nie gadał. Mimo to, ludzie byli niesamowicie mili, pomocni jak tylko mogli.

Jak dotrzeć o Tyraspola?

Z Kiszyniowa najłatwiej jest złapać marszrutkę z dworca autobusowego. Busiki odjeżdżają dość często, więc nie ma z tym problemu. Należy uważać jednak przy powrocie (aby nie utknąć w Tyraspolu) i załapać się na ostatnią marszrutkę. Na szczęście poszliśmy na dworzec ciut wcześniej, bo ostatni bus odjechał 20 minut przed planowanym odjazdem! Koszt biletu w jedną stronę to 37 lei mołdawskich, a powrotnego 40 rubli naddniestrzańskich.
Alternatywą jest pociąg, który jeździ tylko raz dziennie lub samochód. Jednak o tym drugim środku transportu nawet nie pomyślałam (mimo, że w Mołdawii byliśmy swoim autem), bo nastraszyło mnie wiele osób w internecie - łapówki, zabieranie dokumentów i takie tam...

Ruble naddniestrzańskie

to waluta Republiki Naddniestrzańskiej. Przez to, że kraj jest nieuznawany jako niepodległe państwo, waluta również nie istnieje. To znaczy - istnieje, ale tylko u nich. Na początku było łatwo - poszliśmy do kantoru i po prostu wymieniliśmy leie mołdawskie, które mieliśmy w portfelu. Nie mogliśmy znaleźć bankomatu, stąd wymiana wydała się nam najłatwiejsza. Niestety nie było to zbyt wiele gotówki, więc pomyśleliśmy "jak natkniemy się na bankomat, wybierzemy więcej pieniążków. Albo będziemy płacić kartą". Jasne... Usłyszeliśmy "nie przyjmujemy VISY ani Mastercard". W takim razie co przyjmują? Ruble naddniestrzańskie i jakiś dziwny naddniestrzański typ karty. Ok... idziemy do bankomatu. Jedyny bankomat obsługujący VISĘ nie działał (a nawet jeśli - można wybierać jedynie ruble rosyjskie, które potem wymienia się w kantorze). Idziemy do banku... "VISA? Nie przyjmujemy. Na drugą stronę ulicy proszę przejść". To przechodzimy... Piękny, nowy bank. Pusty. kasjerki siedzą przy okienkach i się nudzą. Słyszymy "proszę wziąć numerek". Skoro tak, to bierzemy. I czekamy. W tle leci muzyka jak z supermarketu. Trochę to wszystko zaczyna mi działać na nerwy, ale myślę sobie "ahoj przygodo!". W końcu na jednym z okienek wyświetlił się nasz numer. Podchodzimy i mówimy, że chcemy wybrać ruble naddniestrzańskie. "Poproszę kartę, paszport i kartę migracyjną". Po kilku minutach i pytaniach typu "cel przyjazdu" Pani przy okienku stwierdza, że nie możemy wybrać pieniędzy, bo nasze konto jest w złotówkach, a nie euro czy dolarach. Wtedy opadło mi wszystko co może opaść. Prosimy ją, tłumaczymy, że przecież to nie jest przeszkoda, że ona wpisze euro na terminalu, bank sobie przecież to przeliczy! Ok, udało się i Pani spróbowała. Oczywiście się udało (bo przecież jak nie mogło się udać?...) i po kilkudziesięciu minutach walki byliśmy szczęśliwymi posiadaczami rubli naddniestrzańskich :) Żałuję jedynie, że nie udało się nam zobaczyć ich monet - które są plastikowe. Moja rada na koniec - jeśli chcecie spędzić w Naddniestrzu nawet jeden dzień, weźcie ze sobą leie mołdawskie, które potem wymienicie na ruble :)

Tyraspol - co zobaczyć?

Być może dla niektórych osób nie ma tam nic do zobaczenia. Mi jednak znudziło się chodzenie po klasycznie pięknych miastach. Szukam czegoś oryginalnego, niespotykanego, a dwa pomniki Lenina z pewnością tym były.
 
Pierwsze kroki po wyjściu z marszrutki skierowaliśmy do Parku Kirov. W Parku znajduje się cerkiew, ale szczerze powiem, że nic specjalnego.

 

Po przejściu parku kontynuowaliśmy spacer ulicą Lenina. I tu niespodzianka - informacja turystyczna. W budynku jednocześnie znajduje się szkoła języka angielskiego i sklep z pamiątkami. Z mapy można odczytać, że informacja jest przy ulicy Sovietskiej, ale z Lenina też jest widoczna. Po wejściu miła Pani, łamanym angielskim bardzo ładnie się nami zajęła, dała mapę, poleciła gdzie zjeść i dała do zrozumienia, że z bankomatami to tu ciężko (to było jeszcze przed problemem z płaceniem ;)).

Krótki rzut okiem na mapę - okazało się, że właściwie wszystkie warte zobaczenia miejsca znajdują się przy głównej ulicy 25 Oktyabrya. Było jednak gorąco, byliśmy głodni i już zmęczeni, więc zaczęliśmy od jedzenia. Z czystym sercem możemy polecić restaurację Kumanyok przy ulicy Sverdlova. Co prawda w menu można znaleźć taki kwiatek jak "language on the grill", ale mimo wszystko to fajne miejsce z dobrym lokalnym jedzeniem :). Pamiętajcie aby mieć jednak lokalną walutę!

 
 
Pełni sił wróciliśmy na główną ulicę. Jest niebotycznie szeroka, prosta - taki urok dużych postsowieckich miast. Tuż przed wielkim Placem Suvorova udało nam się znaleźć (no przyznam, że trudno nie było) napis kocham Tyraspol. Prawie jak Iamsterdam :).

 
 
Potem Plac Suvorova z pomnikiem Suvorova oczywiście. I milionem znaków że JESTEŚ W NADDNIETRZU - flag Republiki, napisów w stylu Tyraspol - stolica Naddniestrza, sierpa i młotu czy herbu Tyraspola. Sam Aleksander Suvorov to bardzo ważna postać, bo w 1792 roku założył to miasto. Na mapce oprócz tej informacji, mogliśmy się dowiedzieć, że nazwa miasta pochodzi od dwóch słów: nazwy rzeki Tyras (obecnie Dniestr, poprzednia nazwa była grecka) oraz polis, słowa też greckiego.



 
 
Idąc dalej,  doszliśmy do budynku Parlamentu. Widnieją na nim dwie flagi - rosyjska i naddniestrzańska. Na budynku oczywiście sierpy i młoty, ale to nie jest ważne. Tuż przed nim stoi sam Lenin! Każdy chyba robiłby zdjęcie. Wczuwamy się, próbujemy ująć całego Lenina, ale się nie da bo za duży. I nagle biegnie w naszą stronę spocony policjant trzymający wielką czapkę na głowie, co by mu nie spadła. I krzyczy "NIET, NIET!". Ja już miałam wizję, że zaraz nam aparat zabiorą i w ogóle aresztują i Bóg wie co jeszcze się stanie. Ale tylko biegnie i krzyczy. Drugą ręką pokazuje na malutką, malusieńką plakietkę schowaną za krzakami ukazującą przekreślony aparat. To my w tył zwrot i przechodzimy na drugą stronę ulicy. I stamtąd robimy zdjęcia wielkiego Lenina. Już nas nikt nie gonił na szczęście.

 
 
Po drugiej stronie ulicy też same ciekawe rzeczy - złota kopułka cerkwi, a tuż obok czołg. Podobno w każdym szanującym się mieście musi stać czołg. Tyraspol się szanuje w takim razie.

 
 
 
 
Stamtąd był już rzut beretem do Dniestru. Postanowiliśmy zawrócić inną drogą, nie powiem, przyjemną, bo bulwarami. Przy okazji pooglądaliśmy jak to ludzie kąpią się w brudnej rzece. Jak się nie ma co się lubi...

 
 
Mieliśmy w planach kierować się już na dworzec. Czuliśmy jednak niedosyt - w internecie Piotruś wyguglał wielką głowę Lenina w Tyraspolu. No ale nie widzieliśmy jej. Minęliśmy więc ponownie ulicę Lenina i poszliśmy dalej w 25 Oktyabrya. Idziemy, idziemy, nic się nie dzieje. Aż tu nagle jak spod ziemi wyrósł Dom Sowietów i wspomniana głowa Lenina. Byliśmy szczęśliwi, nie powiem. Widziałam już kilku Leninów, ale dwóch w jednym mieście mi się jeszcze nie udało :). Mogliśmy iść z czystym sumieniem na dworzec.

 
 
 
Po drodze wstąpiliśmy na chwilę do Parku Zwycięstwa. Szkoda, że czas nas naglił, bo chętnie byśmy tam posiedzieli. Jeśli będziecie mieli chwilę - wstąpcie i odpocznijcie. 
 
Nie wiem, czy warto odwiedzić Tyraspol. Na pewno jest to miejsce inne, niż można zobaczyć na zachodzie Europy. Jeśli jednak, tak jak ja, szukacie miejsc innych - pojedźcie tam! Może to być ciekawe przeżycie.

 
 
 

Zobacz też

0 komentarze