Dlaczego warto odwiedzić Kijów?

21:22

Kijów, 6-10.07.2017
 


  
Wschodnich klimatów ciąg dalszy. Kocham tam jeździć! Czuję się prawie jak w domu. Mam mocne postanowienie nauki języka rosyjskiego (tak, wiem - na Ukrainie jest ukraiński, na Białorusi białoruski, ale po rosyjsku się przecież dogadam ;)).
Mimo, że stolica Ukrainy jest dosłowne rzut beretem od Polski, dopiero w te wakacje zdecydowaliśmy się tam pojechać. Media i ludzie trochę straszą Ukrainą. W sumie nawet nie trochę, a BARDZO. Bo przecież tam jest wojna. Muszę Was zawieść. Wojny nie ma. Problemy są, ale zupełnie na wschodzie kraju - nie w Kijowie czy Lwowie... Szkoda, że tak cudowne państwo z tak cudownymi ludźmi jest omijane z różnych powodów. Najczęściej jest to strach. Ja się niczego nie bałam, czułam się bezpiecznie. Ludzie, dajcie żyć Ukrainie!
Zaznaczam, że będę posługiwać się zangielszczonymi wersjami nazw ulic i miejsc. Łatwiej je potem odnaleźć, i w razie potrzeby, wklepać w gps.
 
1.Fajne drogi (wbrew pozorom)
 
Byliśmy na Ukrainie autem drugi raz. Za pierwszym razem trafiliśmy na tragiczną drogę. W sumie to z naszej winy, bo nie zrobiliśmy wcześniej odpowiedniego researchu. W tym roku postaraliśmy się trochę bardziej i ta dam! Jechaliśmy cały czas piękną drogą. Bez kolein, dziur wielkości miasta czy tarki na asfalcie. W Polsce zaczynaliśmy w Tarnobrzegu. Stamtąd skierowaliśmy się na przejście graniczne w Zosinie. Jechaliśmy trasą E40 - między innymi przez Żytomierz i szczerze mogę polecić tą drogę. Nie jest to autostrada A1, ale porównując to z naszymi zeszłorocznymi trasami - bajka! Podobnie droga do Kiszyniowa i z powrotem do Lwowa. Trasa pod tym linkiem.
 
2. Pyszne, tanie jedzenie

Mieliśmy okazję odwiedzić trzy ciekawe knajpy. Najbardziej oczywistym, najtańszym wyborem jest Puzata Chata - stołówka przypominająca McDonald's, tyle, że z ukraińskim żarciem. Ceny fajne, jedzenie też okej. Gdyby nie to, że w sałatce trafił mi się kawałek plastiku, byłabym ukontentowana.
Chaczapuri i wino - jedzenie może i nie ukraińskie, ale chinkali pycha! Niestety Pani kelnerka średnio mówiła po angielsku i zamiast 5 pierożków, przyniosła 25. Oj tam oj tam :)
Borsch Cafe - jak nazwa wskazuje specjalnością restauracji jest barszcz ukraiński. Gwarantuję, że takiego nie jedliście!

3. Duuużo zieleni
 
Drzewa są wszędzie. Wszędzie!
 
4. I jeszcze więcej przesądów ;)
 
Spacerując ulicami Kijowa co chwilę można się natknąć na różne posągi w stylu "dotknij tego, a będziesz szczęśliwy". I rzeczywiście - wiele osób, niekoniecznie turystów, maca te posążki, albo wrzuca jakiegoś pieniążka. Mi daleko do takich zabaw, ale może komuś się poszczęści!
 
Tuż przy Monasterze św. Michała Archanioła można wypróbować swoich sił w przykładaniu pieniążka do metalu. Jeśli zamoczona wcześniej moneta przyklei się, oznacza dla nas wieczne szczęście ;)
 
 
Tym razem zadanie trochę trudniejsze. Należy stanąć za parą od tyłu i spróbować złapać chrabąszcza i pierścionek. Jeśli uda się dotknąć obu rzeczy - szczęście w miłości i góra pieniędzy gwarantowane!
 
 
Posąg żaby jest o tyle ciekawy, że można w nim odnaleźć jakiś milion schowanych nosów (na przykład język). Jest to gigantyczna skarbonka. Podobno gdy zapełni się całkowicie, wszystkie pieniądze otrzyma szczęśliwca, który wrzucił ostatniego pieniążka. Jednak po 10 latach chyba ktoś powinien już się cieszyć? ;)
 
 

5. Alicja w Krainie Czarów
 
Miejsce MUST SEE w Kijowie. Peizazhna Alley to niesamowity park z postaciami z bajek. Przy okazji można się wyszaleć na placu zabaw (nie tylko dla dzieci ;)), którego punktem centralnym jest trochę dziwna Alicja (być może najadła się grzybków?).
 


 

6. Wata cukrowa
 
Kocham ten czysty cukier! W Polsce też czasem można spotkać ten relikt, ale to raczej w wesołych miasteczkach, albo w nadmorskich miejscowościach. W Kijowie można kupić ją na każdym kroku. W różnych kolorach ;)
 
 

7. Wyspa Trukhaniv
 
Prowadzi do niego most pieszy. W sumie wyspa jak wyspa. Trochę piachu, kilka budek z piwem. Jednak zachód słońca był niepowtarzalny!
 
 

8. Jeżyk
 
Podróże kształcą! Gdyby nie to, że spaliśmy na couchsurfingu, prawdopodobnie nigdy nie dowiedziałabym się o przekochanym Jeżyku. To znaczy dowiedziałam się tego samego dnia wcześniej, bo mieliśmy okazję zobaczyć posąg Jeżyka podczas spaceru po mieście. Ale to nasz najlepszy host podzielił się z nami tym.
 
 
 
A prawdziwego, kłującego Jeżyka, zobaczycie przy ulicy Heorhiyvskiej.  
 

 

9. Zamknięty most
 
Lubię opuszczone miejsca, więc ten most bardzo przypadł mi do gustu. Rybalskiy Most znajduje się on na końcu ulicy Nizhnyi Val - niektóre mapy w ogóle mostu nie pokazują. Miejsce idealne na wieczorne piwo :). Pomyślałam, że most sprawdziłby się jako ogródek piwny, ale chyba ktoś już na to wpadł, bo gdy zdecydowaliśmy się pójść dalej, dwóch panów układało poduchy i przygotowywało shishę.
 
 
10. Piwo lane, wino też
 
Kolejną sprawą, która przypadła mi do gustu, to sklepy z lanym piwem i winem. Widziałam podobne miejsca w Kaliningradzie i Kiszyniowie, więc Kijów nie jest odosobniony. Wybór zazwyczaj jest bardzo duży, można wybrać pojemność butelki. Baaardzo fajny pomysł! My odwiedziliśmy taki sklep przy ulicy Yaroslavskiej.

11. Prawdziwie mumie
 
Jeśli chcecie je zobaczyć (i nie tylko) koniecznie należy się wybrać do Ławry. Jest to siedziba ukraińskiego zwierzchnika kościoła prawosławnego. Kompleks jest gigantyczny, więc trzeba zaplanować trochę więcej czasu na zobaczenie wszystkiego. Co jednak zapamiętam najbardziej z tej wizyty? Mumie.
 


 
12. Majdan i kolejna siostra
 
Miejsca nie trzeba przedstawiać, bo na pewno każdy o nim słyszał. O wydarzeniach sprzed kilku lat również... Chciałam jednak wspomnieć o trochę niedorobionej siostrze naszego Pałacu Kultury ;) Na samym szczycie placu, można zobaczyć Hotel Ukraina, a jeszcze do 2001 roku Hotel Moskwa. Gdyby przyjrzeć się budynkowi trochę bardziej, z łatwością ujrzy się bryłę niemal identyczną jak w warszawskiej budowli. Przewodniczka powiedziała, że zabrakło pieniędzy na zwieńczenie hotelu strzelistą wieżyczką, więc po prostu położyli dach i o. Tak już zostało :)
 
 
 
13. Tęcza przyjaźni
 
Widać ją z wielu miejsc. Jest srebrna, wieczorem świecąca i niesamowicie paskudna. Jak to tęcza ;). Można ją znaleźć w Parku Kreshchatyj. Została wybudowana jako symbol przyjaźni rosyjsko-ukraińskiej. Myślę, że teraz dla wielu osób jest symbolem zupełnie czegoś innego. Znak czasu :)
 
 

 
Nie jestem fajną przewodników, grup zorganizowanych i łażenia za kimś po mieście. Pierwszy raz zdecydowaliśmy się na taką formę poznawania miasta (a wszystko przez to, że zapomniałam komórki z domu i nie potrafiliśmy zaplanować dnia - problemy pierwszego świata). Nie żałuję! Dzięki dwóm fantastycznym dziewczynom, zobaczyliśmy wszystko, co powinno się w Kijowie zobaczyć. Organizowane są dwie trasy każdego dnia. O 12:00 rozpoczyna się spacer po najważniejszych miejscach miasta. O 16:00 jest okazja zobaczyć największe socrealistyczne molochy w mieście ;). Miejsce spotkań - Majdan, przy globusie.
 
15. Cudowni ludzie
 
To najważniejsze! Po raz kolejny miałam okazję przekonać się, że za naszą wschodnią granicą czas płynie jakby wolniej? Ludzie są przyjemniejsi, bardziej gościnni, liczą się dla nic trochę inne wartości, na zachodzie już na wymarciu.
 
 

 
 

Zobacz też

0 komentarze