San Marino - życie w chmurach

11:19

San Marino, 10-11.02.2017



Tytuł wpisu nie jest wyssany z palca. Niestety podczas naszego krótkiego pobytu w stolicy San Marino, czyli San Marino, jedyne co widzieliśmy to mgła... Postanowiliśmy z Piotrkiem zgodnie (chyba), że musimy tam wrócić przy okazji wizyty we Florencji, bo miasto wydaje się być piękne - a przynajmniej to, co udało nam się zobaczyć przez mgłę :D Drugiego dnia wstaliśmy nawet bardzo wcześnie, żeby chociaż trochę zobaczyć miasto, ale gdy się obudziliśmy mgła była jeszcze większa niż poprzedniego dnia...

San Marino przypomina nam Andorrę w ładniejszym wydaniu, albo Nessebar z trochę porządniejszym sklepami. Szkoda tylko, że o godzinie 18:00 miasto wydawało się wymarłe... Wiem, że przyjechaliśmy poza sezonem, ale to trochę lekka przesada, żeby prawie wszystkie restauracje były pozamykane! Ale o jedzeniu trochę niżej :)


NOCLEG

Podobnie jak w Bolonii, próbowaliśmy znaleźć hosta w San Marino, ale tym razem się nie udało. Na wszelki wypadek mieliśmy zablokowany pokój w Hostelu San Marino. Umiejscowienie hostelu nie jest idealne, bo do starej części miasta jest około 4 km. Pod górę. Bardzo stromą górę. Na szczęście my mieliśmy auto, więc woleliśmy zapłacić trochę mniej euro i dojechać do centrum autem. Koszt pobytu to 40,17€ (tak - Pani na serio musiała te 17 centów wyliczyć ;)). W cenie śniadanie, którym oczywiście się nie najedliśmy i łazienka w pokoju. Byłoby spoko, gdyby nie to, że na ciepła wodę w prysznicu trzeba było czekać z 10 minut. Oprócz hostelu, w tym samym budynku była knajpa z jedzeniem i nocny bar.


JEDZENIE

Z tym było baaardzo ciężko. Albo knajpy były zamknięte, albo wyglądały tak, że bałam się do nich wejść. Koniec końców weszliśmy do baru Giulietti (Piazzale Lo Stradone 3). Ciężko było się tam najeść, bo knajpa nie oferuje dań, tylko przekąski (do drinków są darmowe). Spytaliśmy Pana co mamy zjeść, żeby choć trochę się najeść i polecił nam piadinę, czyli pszenny placek z nadzieniem. Rzeczywiście - było smaczne i zaspokoiliśmy głód :). 


ZWIEDZANIE

Tak jak pisałam na początku, z tym nam nie poszło... Ale podzielę się kilkoma zdjęciami, które mają klimat. Jak z horroru. Koniecznie musimy tam wrócić!











Zobacz też

0 komentarze