Bolonia w dwa dni

17:31

Bolonia 7-10.02.2017

To mogło być tak na prawdę każde inne miasto. Wybraliśmy Bolonię, bo w grę wchodziło jakieś większe miasto raczej w północnej części kraju, a akurat Bolonia wydawała się być piękna. Byliśmy tam dwa dni (trzy noce) i zgodnie twierdzimy, że był to wystarczający czas, żeby zobaczyć wszystko, co jest warte zobaczenia. Oczywiście miasto jest cudne! Jednak do miłości bezwarunkowej (jaką zapałałam do Wenecji) trochę zabrakło :).




Gdzie spaliśmy?

W Bolonii skorzystaliśmy z couchsurfingu. Pierwszą noc spędziliśmy na obrzeżach Bolonii - w San Lazzaro di Savena. Mając samochód nie był to wielki problem. Niestety Stefano nie mógł nas dłużej gościć, więc nie spędziliśmy z nim zbyt wiele czasu. Drugą i trzecią noc spędziliśmy w samym centrum miasta, w mieszkaniu Francesci. Tu samochód z kolei stanowił problem, ponieważ w promieniu 4 km od centrum wszystkie parkingi są płatne i to nie mało. Problem rozwiązaliśmy następująco - w ciągu dnia samochód stał poza centrum na darmowym parkingu, a w nocy był podstawiany pod kamienicę w centrum, bo parking nie był już wtedy płatny :). Francesca była świetnym hostem - pierwszego wieczoru poszliśmy z nią na imprezę urodzinową jej koleżanki, Arianny, gdzie bawiliśmy się w towarzystwie Włochów. Drugi wieczór spędziliśmy wraz z nią i jej współlokatorami. Oprócz tego Francesca spędziła z nami całe przedpołudnie na odkrywaniu miasta - dla niej to były również nowe miejsca

Jak poruszać się po mieście?

Bolonia nie jest jakimś gigantycznym miastem, więc można się tu poruszać z powodzeniem piechotą (mówię oczywiście o samym centrum). Jeśli chodzi o wyjazdy w dalsze rejony Bolonii (tj. po samochód) używaliśmy autobusu (1,3 euro za bilet/10 przejazdów za 12 euro), a podczas drugiego dnia używaliśmy tylko auta, bo tak po prostu było najwygodniej i najszybciej :)


Gdzie zjeść?

Od początku pobytu we Włoszech nie mogłam się przyzwyczaić do wielkości kawy. Zadziwiające jest, jak bardzo różnią się rozmiary i intensywność napojów podawanych w naszym kraju i we Włoszech. Poza tym co chwilę spotykałam się, jak to Piotrek zgrabnie ujął, z "wpieprzaniem kluchów" o 22 lub później :) Za to na śniadanie zawsze był dżem, ciastko i chleb tostowy. :D
W ciągu tych dwóch dni zahaczyliśmy o knajpy Mercato di Mezzo (Via Clavature 12) i Osteria dell'Orsa (Via Mentana 1). W obu jedzenie było dobre i w przyzwoitej cenie. 
Oprócz tego należy oczywiście zjeść lody. Takie specjalne. Włoskie :). My weszliśmy do pierwszej lepszej gelaterii Cremeria Funivia, więc nie wiem czy to szczyt możliwości sztuki wytwarzania lodów. Poza tym czekała nas bardzo niemiła niespodzianka na koncie i nie mogliśmy w pełni cieszyć się z jedzenia... (bank zablokował 100 euro zamiast 30 euro za płatność kartą... Na szczęście po trzech dniach odzyskaliśmy pieniądze).

Co robić w Bolonii?

Ostatnio moje wyjazdy są zupełnie nieprzygotowane. Nie wiem  gdzie iść, co robić i takie tam. Nie mogę dojść z jakiego powodu to wynika. Dlatego pierwszego dnia poszliśmy od razu do informacji turystycznej po plan, a na planie miasta (jak to zwykle bywa) umieszczone były miejsca, które trzeba zobaczyć :).

Pierwszy punkt trasy to oczywiście Piazza Maggiore (to właśnie tam jest informacja turystyczna). Jest to plac główny w mieście, trochę jak u nas rynki w centrach miast. Największym chyba budynkiem jest Bazylika San Petronio (można wejść za darmo). Rzeczywiście przestrzeń w środku jest niesamowita. Nieopodal Bazyliki znajduje się Fontanna Neptuna, ale niestety była w remoncie i nie dane było nam jej zobaczyć. A szkoda, bo jest to jeden z 7 sekretów Bolonii (ale o tym później :)). Będąc na Piazza Maggiore nie sposób również nie trafić na uliczki z lokalnymi, świeżymi produktami, czyli Quadrilatero. To właśnie tam udało nam się znaleźć miejsce na obiad.







Dalej poszliśmy w kierunku wież Asinelli i Garisenda, bo strasznie się napaliliśmy, żeby wejść na sam szczyt prawie stumetrowej wieży. Wejście kosztuje 3 €, więc nawet się nie zastanawialiśmy :). Problemem okazały się schody, których jest prawie 500! Idzie się i idzie i końca nie widać... Jednak trudy wspinaczki (i napadów paniki, że ta wieża zaraz jednak się rozpadnie, albo drewniane schody nie wytrzymają takiej ilości ludzi...) zdecydowanie wynagradza widok, który roztacza się z góry. W  średniowieczu w Bolonii można było znaleźć około stu wież (w skrócie - trzeba było pokazać że się jest bogatym), które niestety powoli zaczęły się rozlatywać. Do naszych czasów zachowało się niespełna dwadzieścia.









Kolejnym celem był ukryty kanał, który można oglądać przez okno ;). Ale o tym też troszkę niżej.





Drugiego dnia mieliśmy towarzysza w osobie naszej hostki. Początkowo planowaliśmy wycieczkę poza miasto do La Rocchetta Matei, ale okazało się, że zamek otwarty jest tylko w weekendy (warto obadać to miejsce!). Postanowiliśmy więc pojechać do Sanktuarium Madonna di San Luca. Początkowo Piotruś chciał wjechać tam samochodem - i wjechaliśmy. Ale co to za fan ;). Zjechaliśmy, zaparkowaliśmy i rozpoczęliśmy prawie 4-kilometrowy spacer pod górkę. Ciekawostką jest, że droga prowadząca do Sanktuarium jest najdłuższym nieprzerwanym ciągiem arkad, których jest 666 ;). Chodziło o to, żeby chronić obraz Madonny podczas procesji. W ogóle Bolonia to dla mnie miasto arkad. Ciężko tam zmoknąć podczas deszczu :).







Po dłuuugim spacerze nadszedł czas na wizytę w squacie XM 24, który oprócz tego że jest squatem, to pełni rolę galerii street artu. Nie licząc wizyty na berlińskim Teufelsbergu, to była moja pierwsza wizyta w prawdziwym squacie, w którym można spotkać mieszkańców i pogadać z nimi. Trochę przeraził mnie widok dziecka, które od małego praktycznie jest bezdomne. Wybór dorosłych ludzi, aby tak żyć - ok, nie mam nic przeciwko. Ale wychowywanie dziecka w zimnie i brudzie jest dla mnie czymś niewyobrażalnym. Za około dwa lata, to miejsce ma zniknąć na rzecz galerii handlowej - tak więc jeśli ktoś chce tam pójść to powinien się nie zastanawiać :).









Poprzedniego dnia nie zdążyliśmy już zaliczyć jednego ważnego miejsca na mapie Bolonii, więc postanowiliśmy to nadrobić. Po powrocie do centrum poszliśmy od razu  kierunku Piazza Santo Stefano. Plac, jak plac. Piazza Maggiore robi większe wrażenie. Ale to nie o plac tu chodzi, a o Bazylikę! Mimo, że wygląda niewinnie, to jest to niesamowite miejsce. Tak naprawdę to aż 7 kościołów, które powstawały w różnych latach, od starożytności począwszy. Mieliśmy "szczęście" spotkać starszego Włocha, który nic a nic nie gadał po angielsku, ale jakimś cudem przekazał nam sporo informacji o tym miejscu. Trochę po włosku, kilka słów po angielsku, trochę na migi i już :). Warto wejść do kompleksu świątyń, bo: po pierwsze jest za darmo, po drugie (jak to określił Piotruś) to Bolonia w pigułce.



Sekrety Bolonii

Niestety nie było na dane odkryć wszystkie 7 sekretów. Jest to jednak bardzo ciekawy temat, więc być może jeśli kiedyś będzie nam dane wrócić do Bolonii, na pewno będą to punkty, które zaliczymy.

1. Magiczne sklepienie 

W Palazzo de Podestá (budynek z informacją turystyczną) można czasem zauważyć ludzi gadających do narożników. W momencie kiedy ja to zobaczyłam, stwierdziłam, że koleś musi być nieźle trzepnięty. Nagle patrzę, a tu po drugiej stronie inny koleś też gada do ściany! No kosmos. Gdy kolejna para podeszła spróbować tego samego, wiedziałam, że to chyba nie choroba :p. Spróbowaliśmy i dla mnie to jest magia. Trochę jak z tym dlaczego samolot lata ;). Mimo, że mówi się do rogu, osoba która stoi po drugiej stronie słyszy nas tak dobrze, jakby mówiła do nas stojąc obok! Jeden ze znajomych naszej hostki powiedział nam, że to magiczne sklepienie było używane do spowiedzi trędowatych.


2. Mała Wenecja

Kanał, który można oglądać przez okno jest pozostałością po sieci kanałów bolońskich. Widok na Canale di Reno znajduje się przy Via Piella. Dla nas to był taki mały przedsmak prawdziwej Wenecji :)


3. Palec Neptuna

Nie mieliśmy okazji zobaczyć Neptuna, a jego palca tym bardziej. Jednak o co chodzi? O to, że jeśli stanie się tuż obok fontanny, ale w jednym wyznaczonym miejscu, to kciuk Neptuna wygląda jak... penis we wzwodzie. Taki to żarcik twórcy rzeźby :) Podobno Giambologna chciał obdarzyć trochę bardziej muskularnego Neptuna, ale nie zgodził się na to kościół. Jak widać - znalazł sposób, aby postawić na swoim :p. 

4. Waza na wieży

Po pokonaniu 500 schodów na szczyt wieży Asinelli można podziwiać Bolonię z góry. I to żadna tajemnica. Sekretem jest jednak rozbita waza, który można znaleźć na szczycie wieży. My byliśmy i nie widzieliśmy żadnej wazy. Jednak podobno nie jest tak łatwo go znaleźć! Waza ma symbolizować to, że miasto potrafi rozwiązywać konflikty...

5. Trzy strzały

Na ulicy Strada Maggiore 26, na drewnianym portyku można odnaleźć trzy wbite strzały. Skąd one? Odpowiada na to legenda (jednak z kilku ;)). Trzech złodziei chciało zabić pewnego bolońskiego bogacza. I pewnie później obrobić. Jednak w oknie ukazała im się piękna naga kobieta, więc wszyscy trzej spudłowali, a strzały wylądowały w drewnianym stropie...


6. Panum resis

Przy ulicy Via Zamboni 33, w Palazzo Pogi znajduje się wyżej wymieniony napis. Wyryty jest na jednej z ław uniwersyteckich. Oznacza on, że wiedza jest źródłem każdej decyzji.


7. Panis vita, canabis protectio, vinum laetitia
Napis znajduje się na rogu ulic Via Indipendenza i Via Rizzoli, na trzech sklepieniach. Napis oznacza: chleb jest życiem, konopia ochroną, wino radością. Z tą konopią to chodzi o to, że w średniowieczu tworzono z niej materiały i sznury ;).


Zobacz też

0 komentarze