Sztokholm na weekend

18:45

Sztokholm, 8-9.10.2016



Tym razem moim kompanem podróży dla odmiany nie był mój ukochany (a już od jakiegoś czasu narzeczony!), a koleżanka ze studiów - Kaja :).

Jak dotarłyśmy?


Sztokholm jest jedynym z tych miejsc, do których można dolecieć za grosze - a dokładnie za całe 42 zł. Co prawda nie ląduje się w samym mieście, a oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Skavsta, ale nawet doliczając bilet autobusowy do stolicy Szwecji (278 koron), podróż nie jest jakaś mega droga :). Plan był taki jak w podróży do Luksemburga - rano wylot z Polski, kolejnego dnia wieczorem lot powrotny. 

Gdzie spałyśmy? 


Ceny w najtańszych, a ale jednocześnie najlepiej położonych hostelach w Sztokholmie zaczynają się od 90 zł - w pokoju 26-osobowym! Wolałyśmy jednak dopłacić te 10 zł do interesu i zatrzymać się w pokoju 10-osobowym w City Lodge Stockholm przy Klara Norra Kyrkogata 15. Szukając noclegu zależało mi na bliskości hostelu do dworca autobusowego i jednocześnie do miejsc, które chciałyśmy odwiedzić. Niestety w Sztokholmie bardzo popularne w hostelach jest to, aby pobierać opłatę za wypożyczenie... pościeli. Za całe 50 koron. Warto wziąć swoje poszewki pamiętając o tym, że śpiwora używać nie można. Kolejnym minusem była temperatura pokoju - raczej niska, brak okna (w nocy budziłam się kilkukrotnie i nie wiedziałam czy jest noc czy już dzień :D) oraz przechowanie bagażu za 30 koron... Szwecja jest pełna serdecznych ludzi, ale na każdym kroku trzeba im za coś płacić ;).

Jak poruszałyśmy się po mieście? 


Głównie piechotą - hostel był świetnie położony, dzięki czemu oszczędziłyśmy sporo na komunikacji miejskiej (która nie jest najtańsza ;)). Podczas spacerów można odnaleźć wiele pięknych zakamarków! Jedynym wyjątkiem w korzystaniu z nóg była "wycieczka" po metrze, ale o tym za moment :). 


Gdzie jadłyśmy i kupowałyśmy jedzenie?


Jeśli ktoś raz był w krajach skandynawskich wie, że rzeczą, która najbardziej trzepie po kieszeni (a raczej jest jedną z wielu takich rzeczy) jest odżywianie się. Zwłaszcza w taką pogodę jaką zastałyśmy, nie mogłyśmy sobie pozwolić na omijanie ciepłych posiłków. Podczas poszukiwań miejsca, gdzie mogłybyśmy wypić kawę i odmarznąć natrafiłyśmy na Cafe Master Olof przy Svartmangatan 6 (Gamla stan). Udało nam się znaleźć to miejsce tuż przed 15:00 - po wejściu okazało się, że od 11:00 do 15:00, kawa jest w cenie posiłku, a jedzenie jest trochę tańsze niż w porze obiadowej :). Wybrałyśmy tartę z łososiem i szpinakiem, a zapłaciłyśmy całe 85 koron. Myślę, że warto tam wpaść :).

Co robić?

Ratusz, czyli Stadshuset

Poszłyśmy tam głównie z powodu następującego - chciałyśmy zobaczyć Gamla stan z wieży ratuszowej (zanim się tam pojawimy). Niestety, ale nie było nam to dane - wieża jest otwarta dla chętnych tylko do września. I w sumie się nie dziwię czemu! Wiało straszliwie, a temperatura jak dla mnie była zdecydowanie za niska - myślę, że na wieży byłoby to odczuwalne jeszcze bardziej ;). Pochodziłyśmy chwilę po dziedzińcu, zrobiłyśmy zdjęcia Gamla stanu z naszego poziomu i poszłyśmy dalej.

Swoją drogą bardzo było mi żal panien młodych, które wychodziły z Ratusza (zakładam, że tuż po swoich ślubach). Każda jedna była ubrana w delikatne sukienki na krótki rękaw lub bez ramion! Myślę, że im też było siebie żal :D.


fot. Kaja Papierska

fot. Kaja Papierska



fot. Kaja Papierska

Gamla stan

To sztokholmskie Stare Miasto, które położone jest na trzech wyspach. Jak prawie każda starówka nastawiona jest na turystów i zysk - wszędzie sklepy z pamiątkami, restauracje i różne inne takie. Gamla stan jednak zachwyca. Praktycznie na każdym kroku można zobaczyć wąziutkie uliczki, np. Mårten Trotzigs gränd (nie udało nam się zrobić jej jednak zdjęcia, bo ludzie nie pozwalali się nam do niej dopchać ;)). Z miejsc wartych uwagi mogę wspomnieć jeszcze o Zamku Królewskim, Rynku Stortorget oraz Parlamencie. Poza tym - po prostu trzeba tam pospacerować! 








fot. Kaja Papierska


Wycieczka metrem

Być może samo jeżdżenie metrem nie jest najbardziej fascynującą czynnością na świecie, ale do tego metra warto wsiąść! A raczej z niego wysiąść :). Sztokholmskie metro zaczęło działać w 1950 roku, a składa się z równo 100 stacji podziemnych i naziemnych. Wiadomo - nie wszystkie są ciekawe, ale wyszukałam kilka, które moim zdaniem są warte zobaczenia. Koszt normalnego biletu to 50 koron na 75 minut. W tym czasie zdążyłyśmy zobaczyć zaledwie cztery stacje! Zdarzyło się, że na kolejkę czekałyśmy aż 10 minut - była to wina sobotniego wieczoru. Ale przynajmniej nie było dużo ludzi i spokojnie można było porobić zdjęcia :).

Östermalmstorg



fot. Kaja Papierska


Stadion


fot. Kaja Papierska


T-Centralen



Kungsträdgården


fot. Kaja Papierska

fot. Kaja Papierska

Odwiedzić Vasa museet

Muzeum zostało zbudowane specjalnie po to, aby umieścić w nim XVII-wieczny wrak statku. Leżał on w wodzie aż 333 lata! Jest to unikalny na skalę światową zabytek - żadne muzeum nie może się pochwalić tak starym eksponatem :). Oglądając z każdej strony drewniany okręt nie mogłam wyjść z podziwu, że zbudował to człowiek (taaak, wiem  - piramidy też :)). Zastanawiałam się tylko w jaki sposób zatonął. Myślałam, że może podczas jakiejś bitwy morskiej? Nic bardziej mylnego... Tuż przed wyjściem z muzeum zobaczyłyśmy foldery na temat historii statku. Okazuje się, że - statek zatonął tuż po wypłynięciu z portu. Z powodu silnych podmuchów wiatru. 



Kupić czerwonego konika

Konik z Dalarna jest jedną z bardziej charakterystycznych szwedzkich pamiątek. Co prawda nie jest typowy dla samego Sztokholmu, bo jest wytwarzany w Nusnäs w centralnej Szwecji - nie zmienia to jednak faktu, że taki magnes z czerwonym konikiem wygląda bardzo uroczo :). Według szwedzkiej tradycji ludowej postać drewnianego konika ma odganiać demony. Mimo, że już pewnie nikt nie wierzy w takie sprawy, to konik na lodówce prezentuje się zawodowo ;). 

 

Spróbować słodkich kulek

Mówię oczywiście o truflach! Z tego co widziałam, Szwedzi kochają słodycze - na każdym kroku można spotkać sklep z żelkami, truflami i innymi słodkościami. My zaopatrywałyśmy się na ulicy Drottninggatan w sklepie Karamellaffären, a za jedną kulkę płaciłyśmy 20 koron. Jest idealnym dodatkiem do kawy :) (przynajmniej według mnie).

 

Czy polecam wizytę w Sztokholmie? 


Zdecydowanie! Z jednym jednak zastrzeżeniem - unikajcie Sztokholmu jak ognia podczas jesieni i zimy... To, co przeżywałyśmy z Kają było straszne :p. Mimo, że sama temperatura była znośna, to bardzo uciążliwy był mocny, zimny wiatr. Uprzykrzał on nam życie... Plany musiałyśmy weryfikować na bieżąco z powodu warunków atmosferycznych i naszych uczuć z nimi związanych. Fajnie byłoby wypożyczyć łódkę czy rower wodny i popływać po archipelagu wysp, pospacerować bulwarami albo pójść do Skansenu, lecz niestety pogoda nie pozwoliła nam na to. Mam nadzieję, że wrócę tam już niedługo i będę mogła zrealizować plany, które tym razem się nie powiodły :).







Zobacz też

8 komentarze

  1. Bardzo lubię takie wpisy z poradami. :) Super napisany wpis. :) Cieszę się, że tu do Ciebie trafiłam, bo widzę, że jesteś taką wariatką na punkcie podróży jak ja!
    Pozdrawiam Cię ciepło i zapraszam też do mnie. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! To prawda, jestem walnięta na tym punkcie :) Zawszę muszę mieć coś w planach!

      Usuń
  2. Jak to mówią Szwedzi: nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania ;)
    A tak w ramach ciekawostek: często w godzinach 11-13 (czasem dłużej) restauracje i knajpy mają menu lunchowe / w weekendy brunchowe (i nieco wcześniej). Wtedy mamy pełnowartościowy i często bardzo duży posiłek za mniej niż 100 koron :)
    A bilet na komunikację za 50 koron obejmuje wszystkie strefy, także te podmiejskie. Jeśli jeździmy tylko po mieście, bilety jednorazowe kosztują 36 koron, albo nawet 25 (jeśli doładujemy kartę i będziemy z niej odbijać bilety) :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym ubraniem to racja ;) jak zobaczyłam prognozę to ucieszyłam się, że będzie dość ładnie, ale jednak się przeliczyłam :D

      Usuń
  3. Sztokholm wciąż przede mną, ale chętnie skusiłabym się na wizytę w tym mieście. Nawet jesienią czy zimą! Byłam w listopadzie kilka lat temu, w Szwecji i byłam przekonana, że wiatr urwie mi głowę, ale jakoś dałam radę :p Stacje metra oraz smakowite słodkości tak, tak, tak! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Coraz bardziej marzy mi się wycieczka do Szwecji, może w nadchodzącym roku się uda <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bankowo wybiorę się tam jeszcze raz - nie tylko do Sztokholmu :)

      Usuń