#7 Sofia w deszczu

22:34

Sofia, 26-27.07.2016


Nic nie wskazywało na to, że w Sofii spotka nas taka ulewa, że przemokniemy do suchej nitki (przynajmniej tak mi się zdaje). Z tego powodu, w stolicy Bułgarii zbyt wiele nie zobaczyliśmy. Ale i wiele do zobaczenia nie było... Lecz zacznijmy od początku.



Na nocleg wybrałam Easy hotel na ulicy Aldomirovskiej. Strasznie śmieszne miejsce :). Jeśli człon "easy" w nazwie kojarzy się z liniami lotniczymi, to przeczucie go nie zawodzi. Cały hotel - pokoje, łazienki, korytarze - wyglądały jak z samolotu. Do głównych zabytków było trochę daleko, ale jak na Sofię, cenę uzyskaliśmy przyzwoitą (promocja na booking.com ;)). Niestety pan w recepcji nie był zbyt rozmowny i zainteresowany tym, żebyśmy coś w jego mieście zobaczyli... Pokazał gdzie wisi mapa i jazda... Dalej radźcie sobie sami. I w tym momencie zaczęło padać. Po godzinie czekania na przejaśnienie, postanowiliśmy wyjść i oglądać miasto w deszczu ;). Po Bukareszcie, to drugie (i nie ostatnie) miejsce gdzie spotkał nas deszcz. 

Ogólnie miasto dobrego wrażenia na nas nie wywarło - wszystko było jakieś takie przesadnie pompatyczne i bez pomysłu. I poza tym deszcz - raz mniejszy, raz większy... Jeszcze w hotelu ustaliliśmy plan działania, więc spacerowaliśmy w miarę "sprawnie" (o ile spacer może taki być?), ale pogoda nie ułatwiała zadania.

Do pokonania mieliśmy kilka punktów na mapie. Na pierwszy ogień poszła Cerkiew Sweta Nedelja, potem pobliski Meczet Bania Baszi, Serdika, Pałac Prezydencki i kawałek dalej Rosyjski Kościół. Na samym końcu naszej trasy był Sobór Aleksandra Newskiego. W deszczu piękna świątynia wyglądała strasznie smutno... Ogólnie byliśmy bardzo zmęczeni i zmoknięci, więc nie mieliśmy jakiegoś ciśnienia na zwiedzanie miasta, stąd taka krótka trasa. Poza tym w Sofii rzeczywiście wiele do zobaczenia nie ma. Żałuję tylko jednego pominiętego miejsca, a jest to mianowicie Zenski Pazar, oraz pobliska ulica Car Simeon, gdzie rzeczywiście można poczuć klimat miasta. Mieliśmy tam bardzo blisko z meczetu, lecz deszcz zupełnie zabrał mi zdolność logicznego myślenia ;).







Zmoknięci postanowiliśmy coś zjeść, położyć się spać i wyspać się przed dalszą podróżą...

Poranek postanowiliśmy wykorzystać na zobaczenie jeszcze dwóch miejsc - bo pogoda akurat sprzyjała :) Były to miejsca dość oddalone od hotelu, ruszyliśmy więc samochód. Pierwsze z nich to Park NDK - z bułgarskim Pałacem Kultury. Niestety nie takim sowieckim, lecz tez dawał radę ;). Powstał w 1981 roku i jest największym centrum wystawowo-kongresowym w tej części Europy. Tuż obok stała również bardzo ciekawa... rzeźba? Nie mam jednak informacji co to takiego jest. Wpisało się za to świetnie w krajobraz ;).





Drugim miejscem, które chcieliśmy zobaczyć, a zupełnie nam to nie wyszło była Góra Witosza - a właściwie widok ze wspomnianej góry na Sofię. Błądziliśmy chyba z godzinę - mimo GPSa. Gdy już dotarliśmy na stację kolejki gondolowej, okazało się, ze nie działa... Nie straciliśmy jednak wiary i postanowiliśmy pojechać do miejsca na mapie, które oznaczone było "panorama view". No okej - hasło dość jednoznaczne :). Jak się okazało to niekoniecznie. Zaparkowaliśmy dokładnie w miejscu rzeczonej panoramy. Zobaczyliśmy tylko chabazie i kilka wystających zza nich budynków. Co prawda po przejechaniu kilkuset metrów dalej był jakiś tam widok, ale nie tego oczekiwaliśmy... Szkoda... Poczuliśmy, że dwie godziny życia nam umknęły i nic z tego nie mamy. Wklepaliśmy więc w nawigę kierunek "Skopje" i ruszyliśmy dalej...





Bułgaria zdecydowanie nie należy do miejsc, za którymi będę tęsknić. Ani wybrzeże, ani stolica nie zachwyciły mnie w żadnym stopniu - po zobaczeniu Sofii wręcz upewniłam się, że nie jest mój kraj. Być może są miejsca, które powodują ciary i motyle, ale jeszcze ich nie odkryliśmy.

Zobacz też

0 komentarze