Majówka w Rydze

16:30

Ryga, 30.04.-3.05.2016

Ryga to moje miasto. Zakochałam się w nim dwa lata temu, kiedy to wyjechałam na wymianę studencką w ramach programu Erasmus. Już kilka razy planowałam, żeby tam wrócić choć na chwilę - udało się to dopiero teraz. 

Po raz pierwszy pojechałam w te rejony swoim samochodem. Mój śliczny, czerwony Fiat 500 świetnie radził sobie z ta trasą. Wraz z Piotrkiem postanowiliśmy jechać przez Olsztyn, Ryn, Suwałki, Mariampol, Kowno i Poniewież. Już od przekroczenia polskiej granicy, aż do samej Rygi, droga jest świetnie oznaczona. Nie mieliśmy wiec większych trudności z trafieniem na miejsce. Dla pewności używaliśmy jednak nawigacji offline Here maps. Co zaskoczyło nas podczas drogi? Mnie zachwyciły Mazury. Nigdy nie byłam w tych rejonach, co jest moim dużym błędem. Na szczęście łatwo go naprawić ;). Druga sprawa to płaskość i nudność drogi na Litwie i Łotwie. Dosłownie po przekroczeniu granicy, pagórkowaty, pełen zakrętów i pięknie kolorowy krajobraz zmienił się w prostą, płaską, nudną drogę. Podczas powrotu do Polski oczy same się zamykały... (mimo ze kierowałam!). 




Do Rygi dotarliśmy po północy. Nocowaliśmy w bardzo przyjemnym miejscu, w Central hostel na ulicy Berznieka-Upisa. Cena nie była wygórowana, do wszystkich miejsc które chcieliśmy odwiedzić było blisko a dodatkowym atutem był prywatny darmowy parking.

Kolejny dzień rozpoczęłam od krótkiej przebieżki. Ależ miło było znów zobaczyć znajome ulice, parki, budynki... :) Po ogarnięciu się poszliśmy w kierunku Pałacu Kultury. Mimo, ze w Rydze mieszkałam prawie pół roku, jakoś nie udało mi się dorobić zdjęcia z siostrą naszego warszawskiego Pałacu. Nadrobiłam zaległość! Za drobną opłata można wjechać na 15 piętro budynku. Są jednak lepsze miejsca na podziwianie Rygi z wysokości. Ale o tym później. 






Kolejnym miejscem, które chciałam pokazać Piotrkowi był Central tirgus, czyli wielkie hale targowe z jedzeniem. Jest to jeden z największych targów tego typu w Europie. Niestety poszliśmy tam w niedzielne popołudnie, wiec nie udało się zobaczyć ryb gigantów w hali rybnej... 

Następnie przeszliśmy się wzdłuż Daugavy, lub jak kto woli Dźwiny i weszliśmy do starej części miasta tuż przy Pils iela. 






Pokazałam kilka najważniejszych budynków, czyli Dom Bratwa Czarnogłowych, Kościół św. Piotra (a zaraz obok pomniczek muzykantów z Bremy ;)), Trzech Braci, Dom Kotów, Katedrę, Basztę i różne takie :). Potem, z racji że zgłodnieliśmy, wybraliśmy się na obiad do Pelmeni XL na pelmeni i solianke. Muszę przyznać, że kiedyś te dania wypadały lepiej... Nie wiem, czy zmienił mi się gust, czy po prostu zepsuła się kuchnia. Po obiadku obowiązkowe majówkowe piwo w bardzo klimatycznej knajpie na rynku! 



 







Dalej poszliśmy w kierunku parku przy Operze, wdrapaliśmy się na górkę, zobaczyliśmy "Statuę Wolności" i zmierzyliśmy na kawę do ulubionego Teahouse. 







Po krótkiej przerwie w hostelu na ogarnięcie się, zmierzyliśmy w kierunku Dzirnavu iela, do Galerii Riga. A konkretnie do restauracji Terrace Riga, która znajduje się ma 8 piętra tejże galerii. Niestety przywitały nas zamknięte drzwi... W tej sytuacji postanowiliśmy zrealizować plan na kolejny wieczór, czyli wjechać 26 piętro hotelu Raddison Blu do Skyline baru. Do godziny 21:00 za wejście nie trzeba płacić, wiec popędziliśmy czym prędzej do windy. Do podziwiania pięknych widoków idealnie pasował drink ;). 




Na koniec dnia wieczorny spacer po Starym Mieście i powrót do hostelu. A tam - niespodzianka. Spotkaliśmy podróżników z Torunia i Bydgoszczy. Spędziliśmy z nimi przemiły wieczór. 






Kolejnego dnia postanowiliśmy jechać nad morze. Dzielnie udało mi się kupić bilety w kasie (po rosyjsku;)) i zmierzyliśmy na peron. Po niespełna 30 minutach dotarliśmy do Majori, a stamtąd już tylko rzut beretem do plaży w Jurmali. Nasze pierwsze króli skierowaliśmy jednak do deptaku i Merzaparku. Oprócz tego, ze w parku można jeździć ma rolkach, rowerze, wspinać się po linach czy po prostu usiąść na niesamowicie odjechanych ławeczkach, warto również wejść na wieżę widokową. Widać z niej morze oraz, jeśli się mocno przyjrzymy, najwyższe budynki Rygi :). Ale uwaga - atrakcja tylko dla odważnych! Wieża strasznie chybota się ma wszystkie strony. Ja czułam się, delikatnie rzecz ujmując, niekomfortowo. 






Ostatnim punktem pobytu w Jurmali była oczywiście plaża. Niby to samo morze, co nasze. Ale jakieś inne ;). Mimo, poniedziałku, maja i niesprzyjającej plażowaniu pogody, było tam sporo ludzi. 







Po powrocie do Rygi obowiązkowa była wizyta w Lido. Pyszne, łotewskie jedzenie. Z całego serca polecam! (Osoby z delikatnym żołądkiem powinny się dwa razy zastanowić, zanim coś zjedzą! Ale to chyba wszędzie :)). 



Wieczorem ponowiliśmy próbę dostania się do Terrace Riga. I tym razem z marnym skutkiem. Owszem- udało się nam wejść na sam dach centrum, ale panie kelnerki bardzo niemiło oświadczyły, ze zamknięte. No ale czemu? Na stronie jest napisane, ze restauracja działa do 1 w nocy, a jest dopiero 20? No niestety, po prostu zamknięte - za to możemy przyjść jutro już o 11 rano. Peszek. A tak dobrze kojarzyło mi się to miejsce... 






Po wieczornym piwku na rynku postanowiliśmy wrócić do hostelu, a po drodze wstąpić do Rimi. Co mnie zdziwiło po wejściu do sklepu? Alkohol. Dla niezorientowanych - na Łotwie panuje częściowa prohibicja. Po godzinie 19 nie można kupić w sklepach alkoholu. Nawet piwa... Z tym, że takie stoisko alkoholowe było zawsze zamykane po 19. Tym razem wszystko było jak u nas, "otwarte". Pełna nadziei chwyciłam butelkę piwa i pobiegłam do kasy. Byłam przekonana, że w końcu władze zmądrzały i wycofały się z tego przepisu ;). Już przy kasie pani kasjerka nawet nie starała się wyjaśniać o co chodzi, tylko chwyciła butelkę i ja schowała pod kasę... Latvianie :)...



Kolejnego poranka czekał nas powrót do Polski. Obowiązkowy był przystanek przy wielkim napisie "Riga" tuż przy drodze prowadzącej do miasta. 




Piotrkowi Ryga się podobała. Mnie również nie zawiodła. Kocham to miejsce i mam nadzieje, ze jeszcze tam wrócimy.





Zobacz też

0 komentarze