Ukraina inaczej

19:49

Żytomierz, Latyczów, Kamieniec Podolski, 7-14.07.2013


To nie był wyjazd do miejscowości turystycznych. Nie byłam w Kijowie ani we Lwowie. Widziałam za to Ukrainę biedną, komunistyczną, z dziurawymi drogami... Oczywiście kiedyś tam wrócę aby zobaczyć stolice i piękny Lwów, lecz ten wyjazd pozwolił mi stworzyć obraz prawdziwej Ukrainy.



Naszym pierwszym przystankiem był Żytomierz. Jest to dość duże miasto (ma ponad 290 tysięcy mieszkańców). Niewiele tam zabytków, mimo ze początki miasta sięgają IX wieku. Mieszkaliśmy w klasztorze. Bramy były zamykane chyba już o 21, ale jakoś udało się nam ubłagać siostry, aby nas wpuściły do środka w środku nocy ;). Ale od początku. Gdy już dojechaliśmy do centrum, zaczęliśmy szukania zabytków. Swoją uwagę zwraca od razu Sobór Przemienienia Pańskiego. Zaraz obok widać... Czołg... Po krótkim spacerze udało się również znaleźć elementy street-artu w wydaniu ukraińskim oraz Cerkiew św. Michała. W tym czasie szukaliśmy również miejsca, gdzie można by wybrać się wieczorem na clubbing po żytomiersku. Impreza była szalona... Było klepanie w tyłek oraz niedwuznaczne propozycje... Pod spodem zdjęcia z pobytu w centrum Żytomierza :).


















Drugim miejscem, do którego zawitaliśmy był Latyczów. Jest to raczej bardzo małe miasteczko. Spaliśmy w klasztorze obok Sanktuarium Matki Boskiej Latyczowskiej. Obok klasztoru jest mała baszta oraz fragmenty murów zamku


Przy okazji pobytu w Latyczowie odwiedziliśmy również Twierdzę Międzybórz oraz stary, zniszczony kościół rzymsko-katolicki. 








Z pobytu w Latyczowie najlepiej zapamiętam najlepszą na świecie pizzę jaka jadłam. Pani, która ją nam przyrządzała nie posiadała się z radości, że zamawiamy druga ;). Zapamiętam również kociątko. Rano, gdy je znaleźliśmy, nakarmiliśmy je mortadelą z mięsnego (o-kro-pna). Wieczorem, podczas gry w bilard w jedynym klubie w mieście, kociątko się do nas przypałętało! :) Żal było je zostawiać na pastwę losu, więc podrzuciliśmy je do klasztoru. Ciekawe co się z nim działo później...






Kamieniec Podolski, czyli nasz trzeci i ostatni przystanek, jest miejscowością, która nie jest tak anonimowa jak np. wspomniany wcześniej Latyczów. Bardzo przypomina mi Sandomierz, czy Kazimierz Dolny. Bardzo cennym zabytkiem dla mieszkańców jest twierdza w Kamieńcu Podolskim. Zanim jednak odwiedzi się zamek, powinno się przysiąść na Starówce i napić zimnego piwa :). Zaraz potem - pójść na śliczny ryneczek z kolorowymi mini-kamieniczkami aby kupić jakąś pamiątkę (u mnie wybór padł na ręcznie robiony magnes w kształcie dziewczynki w stroju ludowym). Można tam kupić również ręcznie wyszywane tradycyjne koszule - ale nie jest to tanie ;). Potem spacer na wzgórze zamkowe - roztacza się stamtąd piękny widok! Niestety okazało się, że zamek zaraz będzie zamknięty. Postanowiliśmy wrócić tam kolejnego dnia.











Kolejnego dnia wybraliśmy się na spacer w stronę zamku. Za dnia prezentuje się on dużo lepiej. Nie wiem kto wymyślał kolor oświetlenia... Na pewno dostał za to za mało pieniędzy! ;) W środku można się przejść wąskimi korytarzami, kupić pamiątki lub potrzymać prawdziwego orła...






Na koniec nasza trasa na mapie. Była to dłuuuga podróż po dziurawych drogach. Ukrainę jednak zapamiętam jak na zdjęciu pod spodem - pełną żółtych słoneczników :).



Zobacz też

0 komentarze