Nad pięknym modrym Dunajem

11:34

Wiedeń, 4-7.09.2013

Do Wiednia dotarłam z Bratysławy. Tutaj również zatrzymałam się na trzy noce. Niestety jestem trochę zawiedziona tym miastem. Przez to, że wszystko jest dość ładne, ciężko wyłuskać te miejsca, które są naprawdę warte zobaczenia. Taki sam problem miałam z Sankt Petersburgiem. Są dwie rzeczy, z powodu której Wiedeń jednak mnie zachwycił - ilość parków i zieleni oraz szacunek do muzyki, kompozytorów...

W pierwszy dzień pobytu skierowałam się w kierunku MuseumsQuatrier. Jest to wielki kompleks muzeów, jeden z większych na świecie. Można tam odnaleźć m.in. Leopold Museum, mumok oraz wiele innych galerii. Oprócz oglądania sztuki można również wypić kawę lub coś zjeść. Z racji, że nie przepadam za tą formą spędzania czasu (oglądaniem sztuki), nie skorzystałam z  oferty jaką oferuje MuseumsQuatrier. Żałuję teraz trochę, że nie skusiłam się na wejście do Muzeum Sztuki Współczesnej (mumok). Mogłoby być ciekawie.. No ale jeszcze może się kiedyś uda ;).









Kolejnym miejscem, które zobaczyłam tego dnia był Stephansplatz i piękna Katedra św. Szczepana. Świątynia jest jedną z najstarszych i najważniejszych w Austrii. Poza tym jest również bezapelacyjnie piękna. Kolejna ciekawostka muzyczna - w Katedrze ślubował sam Mozart! Przy okazji pobytu w tej części Wiednia, powinno się pójść do któregoś ze sklepów (a jest ich tam milion) i zainwestować w schappsa i kulki Mozarta ;).








Po drodze do ogrodów minęłam galerię zwaną Albertina. Oczywiście nie wchodziłam do środka...




Jeśli jest się zmęczonym ciągłym spacerowaniem, dobrym pomysłem jest odpoczynek w Burggarten i Volksgarten. Burggarten był prywatnym ogrodem Cesarza Franciszka Józefa I - męża słynnej cesarzowej Sisi. W 1919 roku park został otwarty dla wszystkich. Oprócz pięknej zieleni, która w każdym parku jest sprawą dość oczywistą, można odnaleźć tu pomnik Mozarta.














Kolejny dzień rozpoczęłam od spaceru w kierunku Kościóła św. Boromeusza. Przez słońce, pogodę i palmy czułam się jakbym była raczej w Hiszpanii niż w Austrii ;).




Kawałek dalej znajduje się Hochstrahlbrunnen. Strasznie się zdziwiłam, że w centrum Wiednia jest jakaś dziwna kolumna z fontanną, a dookoła są napisy w cyrylicy... Ciężko wyczuć o co chodzi. Szukałam, lecz nie znalazłam odpowiedzi.






Znów trafiłam na park - tym razem miejski, czyli Stadtpark. Był to pierwszy park, który był ogólnodostępny dla wiedeńczyków. Można tu odnaleźć mnóstwo zieleni i... pomników. Między innymi złoty pomnik Johanna Straussa











Hundertwasserhaus, czyli Dom Hundertwassera jest po prostu budynkiem mieszkalnym. Ale za to jakim! Wspomniany architekt miał pomysł, aby połączyć przyrodę ze zwykłym życiem człowieka. Jak widać, na budynku jest dużo roślinności. Co ciekawe - Hundertwasser nie przyjął zapłaty za projekt tego domu - wystarczyło mu, że nie będzie tam zbudowane nic, co może być brzydkie ;)











Ostatnim punktem dnia był Belweder. Kolejne miejsce, gdzie można sobie usiąść i odsapnąć ;).








Kolejnego dnia było skromnie, zmęczenie dało się we znaki... Na pierwszy ogień poszedł Budynek parlamentu. Architekt projektując go, inspirował się oczywiście sztuką starożytnej Grecji. Budynek ten bardzo ucierpiał w czasie wojny... Prace remontowe trwały aż do 1956 roku.




Nieopodal Parlamentu można odnaleźć Ratusz. Obecnie jest to siedziba burmistrza oraz rady miejskiej Wiednia. Przed Ratuszem rozciąga się duży plac, a tuż obok znajdziemy oczywiście park :). 




Na przeciwko Ratusza znajduje się Burgtheater, czyli Teatr Zamkowy. 




Ostatnim punktem mojego pobytu w Wiedniu był Pałac Hofburg. Jest to dawna rezydencja carska, która pełniła rolę pałacu zimowego. Co roku, w Noc sylwestrową jest organizowany tam bal :). 






Wiedeń jest pięknym, spokojnym miastem. Mimo tego co pisałam na początku, jestem nim zauroczona. 





Zobacz też

0 komentarze