Bratysława weekendowo

00:01

Bratysława, 1-4.09.2013

Do Bratysławy dotarłam (samotnie) Polskim Busem. Najtańsza chyba opcja :) Był to wycieczka tygodniowa - trzy noce w Bratysławie i trzy noce w Wiedniu. Teraz myślę, że to była strata czasu i pieniędzy ;). Gdybym dziś miała się tam wybierać, to spałabym jedną noc w jednym i drugim mieście. W Bratysławie wybrałam hostel A1 - miejsce i cena były zadowalające.

Bratysława nie jest drogim miastem - zarówno jeśli chodzi o nocleg i jedzenie. Oprócz bajkowej starówki nie ma tu zbyt wiele zbytków... Jako stolica, Bratysława funkcjonuje zaledwie od ponad dwudziestu lat. Zawsze pozostawała i nadal pozostaje w cieniu pobliskiego Wiednia, Budapesztu czy Pragi. Warto jednak odwiedzić to miasto i poczuć jego klimat :).








Jako, że do Bratysławy dojechałam dość późno, dopiero kolejnego dnia wybrałam się na spacer na pobliską Starówkę. Myślę, że jest ona największą dumą bratysławian. Skromne kamieniczki łapią za serce :). Przechadzając się po ślicznych, NIEZATŁOCZONYCH uliczkach warto dotrzeć na Hlavne Namestie, czyli Rynek Główny. Znajdziemy na nim piękny gotycki Ratusz, Fontannę Rollanda i wiele innych zabytkowych budynków.






Kolejnym miejscem do którego się udałam była XVII-wieczna Brama Michalska. Jest to jedyna ocalała wieża murów miejskich. W przejściu bramy można zobaczyć jak daleko jest do naszego domu ;).








Dalej przeszłam ulicą Venturską w kierunku Katedry św. Marcina. Przez 300 lat była ona miejscem koronacji królów węgierskich. Zdecydowanie sprawia lepsze wrażenie, gdy oglądamy ją z góry :).




Jeśli jednak zboczy się trochę z Venturskiej można odnaleźć (nie jest to takie trudne;)) Kościół Klarysek z pięknie ozdobioną dzwonnicą. 




Przechadzając się uliczkami Starego Miasta natknęłam się na rzeźbę Čumil, czyli po naszemu gap :). Podobno rzeźba nic nie przekazuje odbiorcy. Mimo to jest najczęściej fotografowanym pomniczkiem w Bratysławie. 







Jako, że zgłodniałam, zgodnie z radami pana z hostelu, poszłam na tradycyjne słowackie jedzenie do 1st Slovak Pub. Można tam napić się słowackiego piwa i zjeść pyszne (niestety tłuste) dania. Wybrałam coś w stylu naszych klusek ziemniaczanych z boczkiem, kozim serem, śmietaną i szczypiorkiem. Pyycha!

Po obiadku skierowałam się w stronę Pałacu Grassalkovicha, czyli obecnej siedziby prezydenta Słowacji. Do Pałacu przyległe są ogrody, w których przyjemnie jest usiąść i chwilę odpocząć. Ciekawostka muzyczna - w Pałacu tym koncertował Józef Haydn ;).






Wieczorem wybrałam się na spacer nad Dunajem. Miałam okazję podziwiać mosty - na jednym z nich jest jakby UFO, czyli taras widokowy. Wracając natknęłam się na Teatr Narodowy.




Kolejny dzień rozpoczęłam od spaceru w kierunku Zamku. Ale zanim tam doszłam znalazłam się na tarasie widokowym, z którego można podziwiać Stare Miasto.












Zamek niestety nie robi wrażenia... Wystawy są baardzo ubogie, a wnętrza ascetyczne. Aż razi ta biel na ścianach... Może gdy Słowacja będzie trochę dłużej Słowacją będzie lepiej...

Po obejrzeniu Zamku Bratysławskiego z każdej strony, skierowałam się w stronę pobliskich przystanków autobusowych aby pojechać do Zamku Devin. A właściwie to ruin średniowiecznego zamku, które położone są na wielkiej skale. Uroku dodaje fakt, że Zamek jest położony u ujścia Morawy do Dunaju. 















Na zakończenie mojego pobytu w Bratysławie postanowiłam, a co tam!, wjechać na Most SNP (tak zwany Nowy Most) i z wysokości 84 metrów podziwiać miasto w latającym spodku :). Wiało straszliwie!








Kolejnego dnia skoro świt skierowałam się w stronę dworca autobusowego aby wsiąść do autobusu do Wiednia. Można z całą pewnością stwierdzić, że Bratysława jest uroczym małym miastem!









Zobacz też

0 komentarze