Berlin

18:44

Berlin, 23-23.11.2012

Koniec listopada, a my jedziemy do Berlina (Piotrek i ja). Można by pomyśleć, ze zwariowaliśmy. Do Europy, a konkretnie właśnie do Berlina, przyjechał mój ówczesny idol, Jason Mraz. Wykorzystaliśmy więc tę okazję aby trochę obadać stolicę Niemiec. W końcu z Bydgoszczy to zaledwie kilka godzin autem. Droga mimo, że dość krótka, była masakryczna. Mgła, mgła i widoczność 20 cm. No może trochę większa, ale serio nie wiem jak Piotrek nas tam dowiózł... Dojechaliśmy późno w nocy. Nocowaliśmy w hostelu Pangea hostel, niedaleko Wieży telewizyjnej. Dobra miejscówka :). Na szczęście całkiem niedaleko był darmowy parking (jeśli chodzi o Berlin to da się znaleźć trochę tych miejsc. Jeszcze;)).

Niestety pogoda nie rozpieszczała nas. Gdy kolejnego dnia wybraliśmy się ma spacer widać było głownie mgłę. Zrezygnowaliśmy więc z wjazdu na Wieżę telewizyjną. 



Udaliśmy się zatem do Berliner Dom, czyli do Katedry. Weszliśmy do środka i skorzystaliśmy z możliwości wejścia na kopułę świątyni! Mogliśmy sobie trochę poukładać w głowie co gdzie się znajduje. Po wyjściu z Katedry pospacerowaliśmy chwilę po Wyspie muzeów, po czym poszliśmy dalej...










Kolejny punkt - Brama Brandenburska. Przez wiele lat była symbolem podziału miasta. Dziś ciężko to sobie wyobrazić. 



Dalej skierowaliśmy się do pomnika pomordowanych Żydów europejskich. Pomnik składa się z 2711 betonowych kloców. Różnej wysokości. Z każdego miejsca pomnik wygląda inaczej. Tuż pod nim znajduje się centrum informacyjne. Nie było dane nam go odwiedzić - trwał remont. 



Później spacer do Sony Center. Robiło wrażenie wieczorem - wysokie, oświetlone budynki i zmieniający kolory charakterystyczny "dach" zapierały dech ;). 




Ostatnim miejscem, które odwiedziliśmy pierwszego dnia było Checkpoint Charlie, czyli posterunek amerykańskiej armii z czasów, gdy Berlin był podzielony. 




Drugi dzień, z racji że pogoda była idealna (o ile można mówić o idealnej pogodzie pod koniec listopada) postanowiliśmy wjechać na  Fernsehturm, czyli Wieżę telewizyjną. 







Dalej ruszyliśmy metrem w kierunku Pałacu Chartottenburg. Strasznie goniliśmy po komnatach, więc nic stamtąd nie pamiętam :).




Do centrum wróciliśmy piechotą. Jakieś 10 kilometrów... Po długim spacerze mieliśmy zarezerwowane miejsce na wejście do Reichstagu.






Ostatni dzień poświęciliśmy na spacer wzdłuż Muru Berlińskiego. A raczej wzdłuż tego, co z niego zostało. Miejsce to nazywa się East side gallery. Potem pędziliśmy po koleżankę na dworzec autobusowy. Czekał nas już tylko koncert Jasona i nocny powrót o domu...




Zobacz też

0 komentarze