Maja Rasija - Sankt Petersburg

00:01

Sankt Petersburg, 29-30.04.2014



Do Petersburga wybrałyśmy się (ja i moja erasmusowa koleżanka Ania) z Rygi. Dojechałyśmy tam autokarem linii Ecolines. Ale! Zanim mogłyśmy wejść do autobusu, należało otrzymać wizę. Nie jest to takie trudne jakby mogło się wydawać. Jeśli nie mamy możliwości otrzymania zaproszenia od osoby prywatnej, należy udać się do biura podróży, zapłacić - i voila! możemy jechać! Jeśli ktoś obawia się kraju, czy ludzi - niepotrzebnie. Rosjanie są (w miarę swoich możliwości ;)) pomocni - mimo nieznajomości angielskiego! I taka wskazówka - bez cyrylicy ani rusz. Nawet nazwy znanych wszystkim miejsc typu McDonald's, są napisane po "ichniemu" :). I w żadnym wypadku nie należy wypatrywać na każdym kroku zagrożenia - to jest naprawdę zupełnie normalny kraj!

Nasza przygoda rozpoczęła się już w hostelu. Oczywiście, jak zwykle, robiłam odpowiednio wcześniej rezerwację w hostelu Missis Hudson Hostel na ulicy Nevsky Prospekt. Niestety - okazało się, że nasza rezerwacja wyparowała! Na szczęście miałyśmy gdzie spać - były akurat dwa wolne miejsca w pokoju dziesięcioosobowym... Zamiast zarezerwowanej dwójki... Wynegocjowałyśmy za to cenę - do zapłaconej już zaliczki dołożyłyśmy tylko opłatę za rejestrację. Były czyste łazienki i ogólnodostępna kuchnia, dzięki czemu mogłyśmy robić obiady :) I kolejny duży plus - byłyśmy na miejscu bardzo rano. Mimo, że doba zaczynała się dopiero o 14:00, pracownicy pozwolili nam zostawić swoje rzeczy i ogarnąć się po długiej podróży :). Po szybkim prysznicu ruszyłyśmy na podbój Petersburga!

Na pierwszy ogień - Pałac Zimowy, a zaraz obok Kolumna Aleksandra i Sztab Generalny. Budowle robią wrażenie - jak wszystko co w Rosji jest duże (za duże) i pompatyczne. Oczywiście poszłyśmy do Ermitażu. Pamiętam, że z racji wieku weszłyśmy za darmo :). Jeśli ktoś lubi oglądać sztukę - polecam. Nam się trochę nudziło. Miałyśmy jednak szczęście, ponieważ na Placu Pałacowym odbywała się właśnie próba, pewnie z okazji Dnia Zwycięstwa!





Aby dostać się do kolejnego miejsca, czyli zespołu pałacowo-ogrodowego Peterhof, czekała nas przejażdżka metrem, a następnie malutkim busikiem (tu w odnalezieniu stacji busów niezwykle pomocni okazali się Rosjanie:)). Oczywiście metro jest niesamowite. Wręcz pływa w złocie. Wrażenie robią również ruchome schody, które się nie kończą :).




Peterhof przywitał nas piękną pogodą. Park musi być oszałamiający latem. Gdy wszystko jest zielone :). 








Kolejnym przystankiem był piękny zielony Narwański Łuk Triumfalny. Został on zbudowany po Wojnie Ojczyźnianej w 1812 roku. 



Potem postanowiłyśmy się przespacerować wzdłuż kanałów. Nie bez powodu Petersburg nazywany jest Wenecją Północy :). Na pierwszy plan wysuwały się mosty.




Dalej nogi pokierowały nas w stronę soborów. Są piękne. Niestety w środku z powodu, że są ikony, nie można robić zdjęć. Na szczęście z zewnątrz są równie ładne jak w środku :).




Po tym długim spacerze postanowiłyśmy wrócić do hostelu i odpocząć. "Niestety" odezwał się do mnie znajomy, którego poznałam w Wilnie. Zaprosił mnie na nocne zwiedzanie miasta wraz z jego przyjaciółmi. Była powtórka z rozrywki. Główną atrakcją miały być jednak podnoszące się mosty na Newie. Miałam pecha - tej nocy akurat nikt nie miał potrzeby aby przepłynąć rzeką, więc mosty były opuszczone... Szkoda. Podobno to niezapomniany widok. Ale! Sam spacer również był niezapomniany. Byliśmy w fajnym barach: w The Telegraph i Terminalu, oraz na nocnym sushi :). Zobaczyłam również najmniejszy petersburski pomniczek przedstawiający ptaszka - Czyżyk-pyżyk. Jest to rzeźba ustawiona na brzegu Fontanki. Tradycja nakazuje, aby rzucić pieniążek. Jeśli zatrzyma się na cokoliku - podobno powrót do Petersburga jest pewny, a tak poza tym to czeka samo szczęście i pomyślność w życiu ;). Do hostelu wróciłam około 4...

Kolejny dzień był dla mnie ciężki - Ania, mimo nie przespanej nocy, nie odpuszczała mi ;). Spacery mijały na podziwianiu kolejnych pałaców i budynków, a jest ich pod dostatkiem. Nie obyło się również bez zobaczenia kolejnych soborów. Do jednego z nich weszłyśmy - jest to Sobów św. Izaaka. W środku panował przepych (już przestało nas to dziwić ;)), a z wieży można było zobaczyć panoramę miasta.





Kolejnym przystankiem był drugi przed Newy. Roztacza się stąd imponujący widok Pałacu Zimowego i innych budynków. 



Ciekawostką jest również Kolumna Rostralna. Była ona stawiana po zwycięskiej bitwie morskiej. Ozdobiona jest dziobami statków pokonanej floty. 



Wszyscy znają Sobór św. Wasyla Błogosławionego w Moskwie. Petersburg też ma swoją "pierniczkową" świątynię :). Jest to Sobór Zmartwychwstania Pańskiego.




Po kolejnym owocnym dniu zmierzyłyśmy w stronę hostelu, aby ogarnąć się przed nocnym przejazdem do Moskwy. Pociągiem! 

Sankt Petersburg jest pięknym miastem. Osoby, których ciągnie do muzeów bez dwóch zdań odnajdą się w tym mieście. Dwa dni spokojnie wystarczyły, żeby ogarnąć podstawowe miejsca :). 





Asia.


Zobacz też

0 komentarze