Maja Rasija - Moskwa

15:30

Moskwa, 1-3.05.2014




Przygód było kilka - pierwsza rozpoczęła się jeszcze w Petersburgu, w pociągu. W życiu czegoś takiego nie widziałam! :) Miałyśmy miejsca w wagonach sypialnych. Baardzo komfortowych. Na kuszetce był przygotowany materac, pościel, poduszka, koce. Zdziwieniem był brak przedziałów. Wszyscy spali upchnięci, w sumie na korytarzu!. Po wejściu przeżyłyśmy prawdziwy szok. Korytarz był tak wąski, że osoba o większych gabarytach raczej by się nie zmieściła ;). Był również "sanitariat", czyli miejsce, gdzie można było sobie zrobić herbatkę w szklankach z plastikowym trzymadełkiem. Po szybkim rekonesansie, co gdzie i jak, zaczęłyśmy szukać swoich miejsc. Nie było to takie łatwe ;). Gdy już znalazłyśmy, to nie wiedziałyśmy co mamy robić dalej! Tu przyszła z pomocą Rosjanka, która praktycznie ubrała naszą pościel, a potem na migi wytłumaczyła, że zanim położymy się na swoje miejsca, musimy poczekać na sprawdzenie biletów. A tak pociąg prezentował się w środku.





Do Moskwy dojechałyśmy bardzo wcześnie. Od razu udałyśmy się w kierunku Capital Hostel przy ulicy Malaya Ordynka. I tu niestety były schody jeśli chodzi o nocleg... Na początku kwietnia, gdy planowałyśmy nasz wyjazd wybrałyśmy to miejsce z powodu ceny (5€!) i bliskości do Placu Czerwonego. Po przyjeździe okazało się, że cena, którą chce od nas pani recepcjonistka jest kilka razy wyższa! Zaczęłyśmy się wykłócać, że to nie nasza wina, że ich strona pokazywała taką cenę, itd... Początkowo pani była nieugięta. Ale my również nie odpuszczałyśmy. Koniec końców - zapłaciłyśmy cenę, na którą godziłyśmy się rezerwując miejsce do spania :). 

Nasze pierwsze kroki skierowałyśmy w stronę Placu Czerwonego. To nie była moja pierwsza wizyta w Moskwie, ale ten widok zawsze zapiera dech w piersiach :). Zwłaszcza, że zaczęli się gromadzić ludzie, aby za kilka chwil ruszyć w pochodzie majowym! Jest to niesamowite przeżycie :). Tłumy ludzi uszeregowanych według (chyba) zakładów pracy szli przez Plac Czerwony, a gdy go opuszczali puszczali balony wypełnione helem. Pan i Pani prowadząca przez mikrofony krzyczeli hasła, a tłum je powtarzał. Jednym z haseł był: мир! труд! май! Mimo, że ludzi było mnóstwo, nie czuło się jakiegokolwiek chaosu - cały pochód odbywał się pod czujnym okiem policji :). Gdy ktoś wpadł na pomysł, aby usiąść na ziemi (my wpadłyśmy :p), od razu policjant zwracał uwagę, żeby podnieść tyłek. Gdy wszyscy którzy brali udział w pochodzie, opuścili Plac Czerwony, postanowiłyśmy usiąść i chwilę odsapnąć (bo do początku doby hotelowej zostało jeszcze trochę czasu). W tej samej sekundzie w naszą stronę zaczęli iść policjanci krzycząc "zakryto, zakryto" (czy jakoś tak). Było wtedy straasznie gorąco, więc byłyśmy ubrane w koszulki na ramiączkach. Byłyśmy PEWNE, że chodzi o to, żeby się ubrać! Sekundę później zorientowałyśmy się, że policja zamyka Plac, żeby go posprzątać... Chyba jednak warto znać kilka rosyjskich słów ;).








Po zainstalowaniu się w swoim pokoju, skierowałyśmy się w stronę Parku WDNH. Najlepiej zapamiętam wylewające się zewsząd złoto, kłosy zbóż, czerwone gwiazdy, oraz symbole ZSRR - sierp i młot. W parku jest mnóstwo pawilonów wystawowych, każdy jest inny, ale jednak "radziecki" ;). Początkowo wystawiano w nich osiągnięcia republik ZSRR. Jest to świetne miejsce, aby zobaczyć typowo socjalistyczne rzeźby, budynki i fontanny, ale też żeby odpocząć na ławce. 








Następny dzień rozpoczęłyśmy spacerem w kierunku słynnego mostu z kłódkami - Mostu Łużkowa. Na moście stoi kilka drzewek, do których zakochani przyczepiają kłódki ze swoimi inicjałami (że niby już na zawsze będą razem). Właściwie w każdym mieście można to zrobić. Ale moim zdaniem Moskwa jest pod tym względem wyjątkowa - nigdy nie widziałam, żeby kłódki były przyczepiane do drzewek, a nie do mostu!




Kolejne miejsce - Pomnik Piotra Wielkiego. Jest to jeden z tych pomników, który mógłby nie powstać ;). Został postawiony z okazji 300-lecia rosyjskiej marynarki. Widać bardzo sobie ją cenią...




Kolejnym punktem na naszej liście była Cerkiew Chrystusa Zbawiciela. Piękna cerkiew ze złotym dachem. (widać ją na zdjęciu wyżej - to są odległości!) Ostatnio, gdy byłam w stolicy Rosji, świątynia była w remoncie. Dobrze było ją zobaczyć w całej okazałości.




Następnie - przejażdżka metrem w kierunku Starego Miasta - na ulicę Arbat. Podczas spaceru można oczywiście spotkać dużo złota i pomników ;). Można również kupić pamiątki rodem z Chin, wypić kawę czy zainspirować się modowo... My skorzystałyśmy z okazji i kupiłyśmy matrioszkę, magnesy, koszulki oraz wysłałyśmy kartki do najbliższych :). 

Po dłuugim spacerze dotarłyśmy do Placu Czerwonego. Zrobiłyśmy oczywiście pamiątkowe fotki, a następnie poszłyśmy do pięknego, starego centrum handlowego GUM. Plac oczywiście już zmienił wystrój z 1-majowego, na 9-majowy. Przecież tuż tuż Dzień Zwycięstwa! Najpiękniejszym budynkiem jest Sobór Wasyla Błogosławionego - "pierniczkowy" budynek, bardzo kolorowy. Nie ma chyba na osoby, która nie rozpoznaje tej cerkwi :). W środku znajduje się muzeum. 









Ostatni dzień poświęciłyśmy na wizytę na Kremlu. Nie było dla mnie zaskoczeniem, co ujrzę za murami. Byłam tam kilka lat wcześniej. Milo było jednak zobaczyć to jeszcze raz - zwłaszcza, że bilety nie są w wygórowanych cenach. Na Kremlu wszystko jest za duże. Znajdziemy tam armatę - Car Puszka, która podobno nigdy nie wystrzeliła. Czemu? - bo jest za duża. Jest również największy dzwon. Gdy miał pierwszy raz wydać głos - pękł. Bo był za duży. No ale co tam... ;). 













Popołudniu wsiadłyśmy w pociąg do Rygi. Niestety dwie kuszetki przypadały na trzy osoby. Witamy w Latvii! ;) Kto pierwszy ten lepszy. To nie o nas mowa, więc całą drogę cisnęłyśmy się na jednej kuszetce. 

Wspomnienia są niezapomniane. Ktokolwiek waha się, czy jechać do Rosji - niepotrzebnie! Być może tej kraj ma inny stan umysłu, ale nie ma się czego obawiać. 






Asia.

Zobacz też

0 komentarze