Londyn na dwóch kółkach

00:01

Londyn, 4-8.08.2015


Londyn. Sądziłam, ze zakocham się w tym mieście. Niestety... Ale od początku. Do Londynu przylecieliśmy (ja i Piotrek) z Okęcia. LOTem. Tak, tez się zdziwiłam gdy okazało się że to jest najtańsza opcja. Heathrow jest koszmarne. Jedno z większych lotnisk na jakich byłam. Samo odebranie odebranie bagażu, wyjście z terminalu i dotarcie na stacje metra zajęło nam... ponad godzinę. Potem kolejna godzina na dotarcie do hostelu... Jakoś nie jestem przyzwyczajona do takich odległości. Do obu miejsc pracy mam zaledwie 3 km, wiec strasznie denerwowały mnie długości przejazdów. Wiec... hostel był zaraz przy stacji metra Bayswater. Nasze miejsce, czyli Smart Hyde Park Inn jest małym Auchwitz... Ja rozumiem dużo, dużo mogę wybaczyć. Ale na pewno nie wybaczę wszechobecnego syfu, brudnych poszewek i łóżek piętrowych, które maja kurde trzy piętra! I "śniadania". Jak ktoś pisze że śniadanie w cenie, to spodziewam się czegoś więcej niż starego tosta z dżemem o smaku domestosa. To się wyżaliłam... Jedynym plusem hostelu była bliskość do metra i do Hyde Parku! No cóż, to jest duży plus, zwłaszcza ze starałam się dużo biegać :)





Z racji, że i ja, i Piotruś byliśmy pierwszy raz w Londynie postanowiliśmy, ze pierwszy dzień poświęcimy na najbardziej sztampowe miejsca jakie można tam zobaczyć. Duuuuży błąd. Wyjdę na marudę, ale zupełnie nie rozumiem tego zachwytu Londynem. Nie mój klimat totalnie. Za dużo ludzi, za dużo Azjatów z za dużymi aparatami. Przy głównych atrakcjach, jak Big Ben, czy Pałac Buckingham czy sami wiecie gdzie (a jak nie wiecie, to Google pozdrawia) nie da się przejść na druga stronę ulicy czy w ogóle się ruszyć. Jak jakaś kretynka usiadłam na krawężniku przy Opactwie Westminsterskim i ryczałam. No załamanie miałam. Pierwszego dnia wakacji... Na szczęście mój ukochany zna mnie na tyle, żeby wiedzieć ze hot dog za 5£ pomoże :)... Nie powiem, że te miejsca, najpopularniejsze atrakcje Londynu, są brzydkie- wręcz przeciwnie. Są PIĘKNE! I to być może jest cały problem ;). Zrobiliśmy tego dnia chyba z 20 km piechotą. Wtedy nie ogarnęliśmy, ze są rowery miejskie w całkiem przyjemnej cenie.




Kolejny dzień rozpoczęliśmy od wypożyczenia miejskich rowerów. Aby wypożyczyć rower wystarczy mieć kartę debetowa. Wypożyczenie roweru na dobre kosztuje 2£. Każde pierwsze 30 minut jazdy jest "w cenie". Cudowny wynalazek! Jest mnóstwo stacji, można dojechać praktycznie wszędzie. Pojechaliśmy zatem do Little Venice. Dla mnie to bardziej Amsterdam niż Wenecja, ale niezaprzeczalnie jest to piękne miejsce, które trzeba zobaczyć.






Następnie z racji, ze jesteśmy muzykami - Abbey Road. No szału nie robi, ale kto nie chce mieć zdjęcia jak The Beatles?! Swoją droga, zwariowałabym gdybym to ja była na miejscu kierowców czekających aż dziunia w miniówce po raz setny przejdzie przez skrzyżowanie aby złapać to ujecie...



Chwila na odpoczynek - Regent's Park. Wielki park, dużo zieleni, dużo ławeczek, jest gdzie zjeść bułeczkę i jogurt. Zdecydowanie brakuje mi tego w Polsce. Pomijając czas studiów, mieszkałam w blokowisku, a parki to były raczej daleko... Ewentualnie malutkie lasy ale tam to raczej strach iść :P





Ostatnim miejscem gdzie udaliśmy sie tego dnia było Camden Town. Budyneczki z wielgachnymi butami i dziwnymi rzeczami przyklejonymi do elewacji może i są ciekawe. Ale to co jest w tych sklepach... Chińska Republika Ludowa. Czemuu? A tak dobrze się zapowiadało. Na szczęście wystarczyło zboczyć trochę z głównej ulicy, aby dojść do perełek. Kramy z handmade (całkiem ładny magnes tam znalazłam), streetfood. Taki Kreutzberg londyński :).









Kolejny dzień - Soho, Chinatown, Tower Bridge oraz Tower of London. Czyli szlagierów ciąg dalszy. Chinatown. Jak dla mnie kolejne mocno przereklamowane miejsce, a więcej Chin odnajdziemy w sklepach w Camden Town. Być może miałam ciut inne wyobrażenie. Za dużo marudzę... 





W sąsiedzkim Soho było przyjemnie. Nie ma to jak usiąść na trawie bez obawy o... no wiecie co :).




Tower Bridge - kosmos. Lubię takie rzeczy. Zwłaszcza jak most się otworzył. Albo zamknął. Zależy z której strony patrzeć ;). A jeśli chodzi o Tower of London. Podsumuje to tak- jadłam obok całkiem dużą porcję fish and chips. Byłam i zobaczyłam!




Ostatniego dnia w ramach odpoczynku posiedzieliśmy, poleżeliśmy i w ogóle wychillowaliśmy się najpierw w Hyde Parku potem w Ogrodach Kensington. Popołudniu czekał nas jeszcze lot do Dublina. Ogólnie, Londyn warto odwiedzić. Zwłaszcza jeśli ma się mocne nerwy :)



Asia.

Zobacz też

0 komentarze